SŁOWNICZEK

SŁOWNICZEK

Obecny Klub

Ariadna, Jarek Frąckowiak, Arkadiusz Jarecki, Krzysztof Kazimierczak, Komisarz, Jakub Krupa, Krzysztof Markuszewski, Andrzej i Joanna Pawlik, Ola Sztetyłło, Jacek Żebrowski - same wspaniałe ludziki, które mniej lub bardziej czynnie działają w Klubie, a którzy opisanie byli w Biuletynie StarOtryckim.

Anna Domaradzka - zwana też Kluską. To chodząca życzliwość w długim szaliku z wiecznie zakatarzonym nosem. Ten czerwony nosek na szczęście nie kłóci się w wypadku Ani z uśmiechem. Jest z nami krótko (listopad 1999), lecz przez ten czas dała się poznać od jak najlepszej strony. Jest zarówno troskliwa jak i surowa (bywa, że unosi się gniewem). Bez przesady można ją nazwać Dobrym Duszkiem.

Baltazar - obecny Prezes. Jego zasług dla Chaty nie można przecenić (reaktywował Klub, mobilizuje jak tylko potrafi wszystkich do remontów), choć wielu zrazić może jego cięty język, rubaszny sposób bycia i nieustępliwość. Coraz rzadziej jego donośny śmiech słychać na Górze...

Grynio (Rafał Grynfelder) - wiele może (przygotował np. wielkie i wspaniałe plakaty na 1-go Maja, zrobił broszurkę o Otrycie i kilkukrotnie przekroczył śmiertelną dawkę alkoholu we krwi), uwielbia kąpać się nago w Solinie

Igor Czajka - członek RO. Ktoś, kogo nie sposób nie lubić. Dobre serce, otwarty umysł, niski, schrypnięty głos i umiejętność wydobywania z harmonijek najróżniejszych dźwięków czynią z niego wspaniałego towarzysza pracy i zabawy. Główna zaleta: zawsze mu się chce

Jasiek (Rudy) Wasilewicz - obecny członek RO. Niezwykły kolor włosów i baaaardzo cięty język, to cechy które znamiennie go wyróżniają. Z biegiem lat zanikła u niego tak charakterystyczna dla Otrytu zdolność wchłaniania alkoholu - oficjalnie tłumaczona chorą wątrobą.

Jimi (Paweł Kociszewski) - niewielki ciałem, lecz wielki duchem i umysłem. Niegdyś organizator zerówek na Otrycie, dziś prawnicza podpora Klubu.

Kasia Bator - prawdziwa kobieta otrycka o wielkim sercu pełnym miłości i mocnym czystym głosie. Dobry duch Chaty - to ona sprząta i pomaga w kuchni gdy nikomu nie chce się palcem ruszyć.

Kondor (Krzyś Tymicki) - niegdyś członek Rady Otryckiej, najmłodszy doktorant w Klubie, zawsze skory do grania na gitarze. Ma bardzo mocny sen - zdaniem Komisarza nie zbudzą go ani szepty (i krzyki) miłosnych uniesień, ani nawet trzaski łamiącej się pod nimi pryczy.

Meping (Krzyś Chajęcki) - zapalony poszukiwacz skarbów, uwielbia chodzić po lesie i piszczeć, potem grzebie długo w ziemi by w końcu z okrzykiem triumfu i dumą w oczach pokazać innym kawałek zardzewiałego żelaza. Chodzi po górach jak nikt i nigdy się nie męczy. Zapalony żegalarz.

Michał Kołodziejczyk - zwany też Misiem. Osoba która widzi Go pierwszy raz, zawsze zastanawia się dlaczego Stwórca na tak wielkim korpusie umieścił tak małą głowę z mikroskopijnymi uszami. Świetny przyjaciel i kompan do intelektualnych libacji. Facet któremu można zaufać. Lubi jeść i spać. Nic w tym dziwnego, to w końcu Miś.

Olek Marchlewski - piękne nazwisko, niski, aksamitny głos i znajomość wielu mądrych i trudnych słów pretendują go automatycznie do wszelkiego rodzaju wystąpień publicznych. Ma słabą głowę, nawet tak wątła dziewczynka jak ja była w stanie go upić (choć piliśmy łeb w łeb). Świetny kompan, można z nim konie kraść (lub widzieć je w środku nocy na Otrycie we wspólnej halucynacji postalkoholowej). Uwielbia zjadać karty telefoniczne - no cóż, o gustach się nie dyskutuje...

Piotrek Kurowski - człowiek-serce i żelazne ciało. Organizuje wyprawy w mniejsze i większe góry, im bardziej dziko, tym lepiej. Zawsze ma przy sobie jajka na jajecznicę i kuchenkę gazową. Wielbiciel kobiet (zwłaszcza młodych). Wiele zrobił, by poprawić stan fizyczny Chaty.

Piotrek Talarek - członek Komisji Rewizyjnej. Słynie z niebezpiecznego obchodzenia się z kierownicą oraz bezpardonowego rozprawiania się z każdą napotkaną butelką.

Patryk Słowicki - jeden z najmłodszych stażem klubowiczów. Współorganizator i kierownik czerwcowych DKF-ów na Otrycie - w dużej mierze to właśnie dzięki niemu w gorące letnie wieczory do Chaty wkrada się magia, a ludzie przenoszą się w inny świat. Oprócz wyświetlania filmów uwielbia spać i robi to przy każdej nadarzającej się okazji. Przedstawiciel wymierającego gatunku rycerskich mężczyzn.

Zombie (Marcin Ząbek) - otrycki Don Juan, uwielbiany przez kobiety i - dziwnym trafem - niezbyt lubiany przez mężczyzn. Bardzo zaangażowany w remont Chaty, dysponuje nowoczesnym sprzętem wojskowym: sześcioosobową koparko-wnoszarko-sprzątarką, dzięki której możliwe było m.in. wykopanie szamba i odpływów z Chaty.

"Młodzi" Sympatycy Chaty

Aśka Biernacka - zwana też Kłapaką. Osoba niezwykle życzliwa i gadatliwa. Z powodzeniem zastępuje radioodbiornik. W odróżnieniu od radia nigdy nie udało się jej wyłączyć. Zawsze grzecznie prosiła o przyniesienie wody i wyniesienie pomyj. Wielka fanka dobrego filmu i literatury. Mam nadzieję, że mimo choroby wróci jeszcze kiedyś do nas na Otryt.

BezRadny - producent i - w dużej mierze - reżyser wspaniałego filmu nakręconego w maju 2001 na Otrycie. Charyzmą i szerokim repertuarem pięknie śpiewanych przedwojennych piosenek podbił niejedno niewieście serce. Nasz człowiek w strukturach władzy (warszawski radny).

Gąbka - nie wiem czemu został tak dziwnie nazwany, może to kwestia zdolności pochłaniania dużej ilości alkoholu, a może miękkość serca (obie cechy to święta prawda)? Wspaniały kompan do rozmów.

Głowa (Marek Suliga) - dlaczego Głowa? Ano w zeszłym roku przed Sylwestrem udowadniał nam, że lepiej jest ze schodów spaść niż zejść. On sam do tej formy schodzenia się nie przekonał. Głęboka rana na Jego Głowie na pewno Mu w tym nie pomogła. Razem z Benzyną tworzą świetny duet gitarowy. A jego wykonanie piosenki o weselu przeszło już do historii.

Gosia Bensemann - zwana też Gochą. Od września żona Benzyny. Też chemik. Na co dzień walczy o lepsze wykształcenie naszej dziatwy. Zawsze uśmiechnięta i kochana. Potrafi ugotować najlepszy sylwestrowy bigos. A i wypić lubi i może. Z Gochy jest po prostu fajny gość i tyle.

Ewa Kazimierczak - kobieta z charakterem, po prostu kobieta z charakterem

Igor Bensemann - zwany też Benzyną. Najlepszy tragarz wśród chemików i najlepszy chemik wśród tragarzy. Duża siła i upór powoduje, że miło jest z nim wyruszyć po zakupy. Choć czasami się ściga co mnie (Jasia) zawsze wykańcza. Oprócz tych niewątpliwych zalet do tego świetnie gra na gitarze i śpiewa. Jak sam o sobie nieskromnie mówi: "jestem demonem piękności i intelektu". I jak Mu się można oprzeć? Gocha nie umiała.

Jeż - dzielna kobieta o cudownym głosie znająca jak nikt piosenki Renaty Przemyk. Wpadła niechcący w Otryt jak śliwka w kompot i przez to została wyrzucona ze swojej zerówki, która przypadkiem zawitała na Górę (włóczenie się z Otrytczykiem sam na sam ciemną nocą w okolicach Arturówki ocenione zostało - zupełnie nie wiem czemu - przez jej ówczesnego opiekuna za zupełnie niemoralne)

Sędzia (Rafał Kazimierczak) - przyszłość i nadzieja polskiego sądownictwa. Niektórzy gdy to słyszą kupują bilet na Malediwy. Tam podobno sędziowie spokojniejsi i łagodniejsi. Jego poczucie humoru jest na pewno cięższe niż toga w której będzie występował. Sam uważa, że walec to za mało. On chciałby mieć walec z kolcami. Prywatnie interesuje się językami w szerokim tego słowa znaczeniu(hmmm). Potrafi długo wykładać o gramatyce języków romańskich. I to bardzo zajmująco.

Wisznios - spontanicznie nazwany KaOwcem. Organizuje wspaniałe wycieczki w góry i miejsca mniej znane niedzielnym i otryckim turystom. Twardziel, który zatrzymuje się nad małą jaszczurką i przegania ją ze ścieżki, by nikt stworzenia nie zdeptał.

Wołodia (Włodzimierz Olak) - twórca (nieustający) wspaniałych nalewek na otryckich owocach. Problemy ze zdrowiem nie pozwoliły mu ostatnio tak często pojawiać się na Górze, a bardzo za nim tęsknimy.

Vasco czyli Zielona Alternatywa - trudno powiedzieć czy jest to zwarta grupa czy kilka spontanicznie (i na potrzeby chwili) łączących się osób, niewątpliwie jednak trzon jej stanowią Michał Tober i Marek Grabowski. Oryginalność i para-artystyczne, happeningowe działania (takie jak np. wmurowanie kamienia węgielnego pod ChIChiPiSówkę) to ich specjalność. A oto jak sami się opisują: "Vasco, czyli "uduchowiona kupa". Geneza terminu powstała w Portugalii podczas wyjazdu Marka Marsona z Everem, gdy po wypiciu na wspaniałym campingu w Porto wina Vasco da Gama, Evera dopadła "straszna kupa", krzyżująca owym dwom podróżnikom plany tripove. Okazało się, ze kupa tez moze "mieć osobowość". Grupa obdarzona dystansem do otaczającej rzeczywistości, w tym także Otrytu. Idzie przez życie z hasłem Meee.. na ustach."

Małgorzata Frankowska
Jan Wasilewicz



Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011