REMONTY

REMONTY
Jak zmieniał się fizyczny stan Chaty, czyli kalendarium remontów

Rok 1999 zapoczątkował proces odnawiania tradycji obozów remontowych. Może słowo "obóz" jest tutaj troszeczkę wygórowane, jednak kilku osobom udało się zmobilizować, wygospodarować odrobinę czasu i pracowicie spędzić go na Otrycie.

W poniższym tekście opisane są przedsięwzięcia, które w widoczny sposób poprawiły stan Chaty lub też ułatwiły korzystanie z niej. W ich realizację zaangażowanych było wiele osób. Nie sposób jest tutaj wymienić wszystkich, zatem z góry przepraszam tych, którzy brali udział w remontach, a nie znaleźli się w kalendarium.

Początkiem wszystkich prac było zrobienie wielkich zakupów. Zgromadzone materiały miały być wykorzystane w czasie najbliższych miesięcy, między innymi do ocieplenia ścian i podłóg. Te, na pozór nieskomplikowane czynności, pochłonęły około tygodnia w czerwcu 1999 roku. Zadanie to wziął na swoje barki Kuba Krupa.

Prace rozpoczęły się jeszcze w tym samym miesiącu. Zainaugurował je Kuba wraz z Piotrem Kurowskim. Zdemontowali oni zewnętrzną część południowej ściany sali ogólnej, oczyścili przestrzeń między deskami, wypełnili ją gulfibrem oraz warstwami specjalnej folii, a następnie z powrotem ułożyli deski. Wszystko to zrobili w ciągu jednego tylko weekendu. Podobna metoda pracy, choć może nie koniecznie tak szybka, stosowana była w czasie kolejnych wyjazdów.

Następnie odnowiona została podłoga w korytarzu. Tym również zajął się Kuba, tym razem ze mną. Zerwaliśmy starą, zniszczoną już wykładzinę, aby powoli, gwóźdź po gwoździu wyjąć wszystkie deski. Stare ocieplenie, a właściwie to, co po nim pozostało, powędrowało wprost do worków na śmieci. Starannie oczyściliśmy dolną warstwę desek i pokryliśmy preparatem antygrzybicznym. Ponieważ ich stan wydawał się być zadowalający, położyliśmy folię paroprzepuszczalną, grubą warstwę gulfibra, folię izolacyjną i wszystko przykryliśmy starymi deskami, na które przykręciliśmy, polakierowaną sklejkę. Dopiero tak usztywnioną i gładką powierzchnię przykryliśmy wykładziną.

W czasie tych prac powiększona została też łazienka, a jej układ staraliśmy się dopasować do przyszłych zmian. Rozebrany został też schowek przy korytarzu. Jego miejsce zastąpić miały duże, drewniane, zamykane od góry skrzynie. Czerwiec był wyjątkowo pracowitym miesiącem.

W przeciągu lipca i sierpnia dokończona została łazienka, powstały, na razie w stanie półsurowym, skrzynie oraz na stałe umocowano schody. Na uwagę zasługuje fakt, że większość tych prac wykonał Kuba, przyjeżdżając z Warszawy tylko na weekendy.

Większą grupę ludzików udało się zmobilizować do wspólnej pracy dopiero w drugiej połowie września. Na tydzień przed Baranem rozebrałem południową ścianę, tym razem na wysokości kominkowej. Ocieplona została w podobny sposób, jak piętro wyżej z tym, że dołożyłem dodatkową, trzecią warstwę gulfibra. Pomimo, że starałem się przykręcić stare deski w dokładnie tych samych, oryginalnych miejscach, nie zawsze mi się to udawało. Próbowałem różnych sposobów, ale zawsze jedna mi zostawała...

Równolegle z pracami na parterze, kolejne ekipy zajmowały się wymianą desek podłogowych na tarasach przy ogólnej i jaskółce. W to zaangażowane były praktycznie wszystkie osoby, które na coroczną imprezę przyjechały kilka dni wcześniej.

Wrześniowy Baran nie oznaczał zakończenia otryckiego sezonu. Tuż po nim, w październiku, ruszyły prace nad odnowieniem podłogi w kuchni. Oprócz Kuby zajęli się tym Wojtek i Jaś. Zaczęli od usunięcia trzech warstw starych resztek wykładziny oddzielonych od siebie warstwą czegoś, co przypominało powierzchnię wody ze stojącego, zielonkawego bajora. W czasie zrywania desek wyszła na jaw dosyć poważna wada konstrukcyjna Chaty. Ku zaskoczeniu wszystkich okazało się, że ciężar podłogi wcale nie spoczywa na legarach, a jedynie na pojedynczej, stojącej pionowo pod podłogą desce. Ocieplenie zostało wykonane w doskonale już wszystkim znany sposób, a podłoga pokryta preparatem ochronno-konserwującym. Prace, a właściwie układanie wykładziny, bardzo utrudniała pogoda. W Chacie było wówczas około zera stopni, przez co tworzywo, z którego była wykonana, miało elastyczność porównywalną do grubej blachy. W tym celu cała kuchnia została od wewnątrz oklejona folią, która pełniła rolę ekranów termicznych i maksymalnie rozgrzana. Dzięki temu możliwe było rozprostowanie wykładziny i ułożenie jej na podłodze. Powstała też wstępna konstrukcja obecnych szafek.

W czasie kolejnych dwóch tygodni ocieplona została służbówka. Piec zastąpiono znacznie mniejszym i podobno bardziej wydajnym wynalazkiem, który podłączono do dziury w ścianie. Niestety, nie wystarczyło już czasu na zdjęcie podłogi. Została ona jednak pokryta warstwą folii piankowej, jako substytutu izolacji oraz dwunastomilimetrową sklejką.

W grudniu 1999 roku Piotr przywiózł do Dwernika szyby zespolone, które zostały później wstawione w miejsce starych okien w południowej ścianie. Dzięki ich specjalnej konstrukcji oraz wcześniejszemu, solidnemu ociepleniu ściany można już (w miarę) bezpiecznie zostawić na ławie w kominkowej wodę w kubku bez obawy, że rano zastaniemy w nim jedynie bryłkę lodu.

W kwietniu 2000 roku siedmioosobowa koparko-wnoszarka wykopała dół na ścieki oraz wykonała odpływ brudnej wody z kuchni i łazienki. Ponad sto metrów rur zostało ułożonych prawie metr pod powierzchnią ziemi. Przy okazji powstał dół pod służbowy kibelek. Koparką kierowałem osobiście, logistykę natomiast zabezpieczał Artuditu.

Wiosną tego samego roku wwiezione zostały na Górę kręgi do ujęcia. Po raz kolejny też przypomniał o sobie Artuditu, naprawiając zniszczony grzybek.

W październiku ciekawe wyzwanie podjął Leszek Siedelnik. Dzięki niemu bardziej wstydliwi turyści mogą spokojniej korzystać z prysznica stojącego za ujęciem. Przede wszystkim zabudował trzy ścianki, znacznie ograniczając kontakty z otoczeniem.

Jesienna wizyta Mepinga zaowocowała podstemplowaniem Lektorium.

W grudniu 2000 roku Piotr Kurowski wraz z Magdą Linkiewicz przyjechał do Dwernika samochodem całkowicie wypełnionym kocami. Te stare, czasami wręcz rozpadające się, zostały zamienione nowymi, choć nieco bardziej monotonnymi kolorystycznie. Kilkadziesiąt sztuk udało mi się "odkupić" z zapasów wojskowych. W Chacie zrobiło się odrobinę czyściej. Czyżby zimowe transporty Piotra miały przejść już do tradycji?

W tym samym miesiącu, tuż przed Sylwestrem, Baltazar dokończył modernizację łazienki. Niewątpliwie największą zaletą tego przedsięwzięcia było zainstalowanie i uruchomienie prysznica. Ci, którzy Nowy Rok chcieli powitać bez dodatkowych zapachów, już docenili włożoną w remont pracę.

Lato roku 2001 również należało do wyjątkowo pracowitych, w głównej mierze za sprawą duetu Wojtków. Usunęli oni zbutwiałe już drabiny z dachu Chaty zastępując je nowymi, jak również usprawnili jeden z odpływów z łazienki. Prace prowadzone były aż do jesieni.

We wrześniu ocieplili ostatni już fragment podłogi, czyli Kominkową. Pracę zakończono tuż przed Baranem. W okresie tym wyremontowany został też kominek. Następnie wymienili część gontów, które z coraz już mniejszą skutecznością chroniły kuchnię przed kroplami deszczu.

To, co udało się zrobić do tej pory, jest zaledwie częścią potrzeb remontowych Chaty. Niektóre z nich wymagają szybkiego zakończenia, żeby nie zaprzepaścić włożonej już pracy. Inne należy rozpocząć od podstaw. Jaki jest stan miejsca, w którym wszyscy spędzamy przemiłe chwile i do którego z olbrzymią radością powracamy przy każdej nadarzającej się okazji, sami wiemy najlepiej.

Marcin Ząbek



Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011