List Belwita

List otwarty Chrystiana Belwita

Witajcie!

W tej chwili jestem w nastroju kiedy przypomina mi się Otryt. Pierwsze spotkania, które - co bym nie powiedział - wywarły na mnie wielki wpływ. To nie to, co w mieście gdzie wśród zupełnie cudzych ścian i krętych ulic świat zupełnie mi obcy. W Bieszczadach to zupełnie coś innego, nawet „kłótnie” są czymś pouczającym albowiem w Bieszczadach natura nie znosi dwulicowości.

W tej „Chatce Socjologa” mogłem nieco poznać siebie poprzez innych. Zdarzały się cudaczne sytuacje, które w mieście przewijają się tylko w łagodnym śnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że piszę to nieco ogólnikowo, ale coś dokładnie opisanego traci jakiś swój swoisty koloryt i blask.

No bo popatrz, jak tu opisać fakt, gdy siadywałem na szczycie jednej z najwyższych sosen czując się jak ptak szykujący się do lotu, albo jak z psem Borysem ganiałem po północy po zielonych przestrzeniach (O, a pamiętasz Zieloną?). A to wiadrem z wodą ze strumyka oblewałem swoje chuderlawe ciało na które nie chciała spojrzeć żadna dziewczyna (ach te cholerne gabaryty!). Przecież w jednym z tekstów piosenki „O jesieni”: „Biorę jesień w ręce swe...” później, że

„w wiadrze wody widzę twarz
nad nią pochylony las
a nade mną jego cień
znowu niesie jakąś pieśń...”

Zdradzę to, bo pewnie inni też (o ile mają czas i ochotę) czytają czy też słyszą. Ów tekst przyszedł mi na myśl wtedy gdy rzeczywiście w wiadrze wody odbijały się drzewa a na dodatek wpadł jakiś liść i poruszył wodę w wiadrze. Oto na przykład w Arturówce powstała piosenka pod tytułem „Domek w lesie”: „mam domek w lesie” etc., co się naprawdę wydarzyło – nic nie zostało zmyślone. Albo tekst „Zasypiające góry” pisane na polanie, w którym to „utworze” chciałem chwycić klimat, który teraz czasem innym przekazuję ciągle mając to przed oczyma. Większość jest pisana na Otrycie. Na myśl mi przyszedł tekst piosenek, który napisałem już w mieście pt. „Jeśli sprzedasz swoje marzenia”:

Jeśli sprzedasz swoje marzenia
myśląc, że czas dorosłym być
zaczniesz bać się własnego cienia
zaczniesz ze swoich marzeń drwić
i wtedy wszystko wyda się puste
niedośniony urwie się sen
może zobaczysz w obiciach luster
swój zwyczajnie płynący dzień

Ref.: A przecież może być inaczej
Może kolorowy spaść deszcz
Porozwieszane zdjęcia na tęczy
i fioletowy śnieg

W fotelu w kinie na kolejnym filmie
uciekasz od swoich spraw
od wyobrażeń, od swoich marzeń
wciąż chcesz być tam,
nie będąc tu

Ref.: A przecież...

Chwila jak film szybko przemija
w dziwnej historii plącze się świat
chcąc nie chcąc musisz jednak wyjść z kina
na swą ulicę niepewnych lat.

Ale to jakby coś innego niż „Bardziej znikąd niż skądkolwiek” czy „Kolejna podróż”. Myślę, że wiele tekstów macie, a ja doprawdy nie wiem jaki wybrać. Ileż to lat, a wydaje mi się, że to co najwyżej wczoraj. Wszystkie teksty, które przesłałem oddaję w Wasze pełne życzliwości ręce. List może nieco chaotyczny, z tego wynika, że w ogóle się nie zmieniłem poza pewnymi „szczegółami”.

Aby dalej pisać w nieco uporządkowany sposób musiałem wypić parę piw, zresztą dopiero jest godzina 2.40 a ja rano muszę wyjść z psami. Jakoś nie mogę zmienić swego trybu życia. Może dlatego, że w dzień nie potrafię się skupić. Gdy tak pomyślę, że już nowe „pokolenie” Otrytczyków... ho ho toż to nie dziwota, że czas wcale nie ucieka, ale zarazem go nie przybywa.

A w mieście w istocie nie wiadomo komu ufać, kogo się bać – nie dziwota, że można zwariować, gdy każdy krok urasta do rangi problemu.

A pamiętam Malinę, Ariadnę, Kliszkę, Jóźwiaka, Szczupłego, Małego, Albiego co to żyje ze starszą od siebie (zupełnie tak jak ja, ale ja na zasadzie znalezionego, zaszczutego, zresztą wcześniej znałem Andrzeja Waligórskiego św. pamięci). Często Monika – kiedyś byłem z nią na Otrycie – pisze adres Aleksandra Waligórska (Chrystian Belwit). Teraz mieszka z mężem gdzieś w Alpach, ale co jakiś czas się odzywa, innymi słowy nie tracę z nikim kontaktu.

Gdzieś w połowie lutego przyślę Wam ksero mojego pierwszego tomiku wydanego dzięki życzliwości znanego prozaika i poetę Stanisława Srokowskiego. Piosenek jeszcze żadnych nie wydrukowałem, mimo że czasem z nimi występowałem i to powiem nieskromnie z niezłym sutkiem. Może coś sugeruję. Nie wiem. Parę audycji w radio, jakaś zajawka w telewizji, ot, tak sobie żyję (choć na prawdę to tak zadowolony z siebie zupełnie nie jestem).

Z Otrytu pamiętam wiele osób i każda z nich z osobna, to jakiś świat. Nie taki jak mój - pełen sprzeczności. Ale dosyć tego ględzenia, za dużo piszę o sobie jakby było o kim (cholera! nie wyrosłem z egocentryzmu) Całuję, ściskam gdzie chcecie i jak chcecie.

Jeszcze raz dla Wszystkich wszystkiego co sympatyczne i z dobrem się kojarzy

Wrocław 28.01.2002.



Komentarze   

 
#1 tofibox 2016-01-11 20:44
...Christian zawsze podkreslal, ze Jego imie pisze sie przez "i"...jako, ze wspomina o Monice czyli Kropce to wlasnie 5-go stycznia wrocilem od Niej z Austrii i jako ciekawostke chcialem wyslac skan dedykacji w tomiku poezji Chistiana dla Kropci ale nie wiem jak...pozdrawie nia z Italii - Tomek.
 
 
#2 z_28 2016-02-18 08:44
Pamietam Chrystiana - to bylo daaawno temu. Ale jakies zdjecie/a zostalo na pamiatke. I psa Borysa tez, i nasze wspolne spacery po Otrycie. (z Borysem, nie z Belwitem). Chrystian to byla ta dobra dusza co pasowala do Bieszczad i Otrytu, jak ulal. To juz bedzie ponad 30 lat ... Ech, moze kiedys znow to zobacze. (Jak ktos mnie tam wepchnie). Zbyszek
 

Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011