Antoni Ciombor

Scenariusz do sztuki teatralnej pod tytułem:

OJCIEC





Osoby:

Ojciec
Żona
Córka
Zięć
Syn
Ksiądz
Obserwator






Wprowadzenie

Akcja rozgrywa się w połowie lat osiemdziesiątych w Bieszczadach w średnio zamożnej rodzinie. Zarobki rodziny są przeciętne, córka chodzi do szkoły, żona pracuje, ale nie wiadomo gdzie. Ojciec całe życie w delegacji, w domu jest tylko gościem. Przyjechał nie wiadomo skąd i pyta o wszystko, i wszystkie sprawy. Co się stało? Co w domu i okolicy się wydarzyło?

Pomieszczenie, w którym odbywa się to spotkanie powinno wyglądać następująco:
Na samym środku stoi stół, zwykły, który jest nakryty obrusem koloru brązowego. Na środku stołu powinien stać bukiet polnych kwiatów we flakonie. Obok stołu stoi cztery albo sześć krzeseł. W rogu pokoju łóżko, kosz na śmieci, miotła, łopatka na śmieci i inne rzeczy. Na ścianie wiszą obrazki z kwiatami. Tło ma być szare, podłoga w grę nie wchodzi. Osoby, które występują powinny być ubrane jak w połowie lat osiemdziesiątych.






Do pustego pokoju wchodzi Żona.


ŻONA
Romantycznie to tu jest, widoki też piękne na przyszłość. Chłodno tu, kuchnia zimna, diabli wiedzą, kiedy ostatni raz było palone. Za dobrze tu nie jest w naszym domu, ale za to wesoło. Jak się zjadą domownicy, szum jak w ulu i zacznie się prawdziwy balet, prawdziwy taniec słów. Poczekam, może dojdzie do siebie, bo dochodzi już od tygodnia i dojść nie może. Poczekam, może się to uda dzisiaj. Słyszę grzmoty, to burza, ale myślę, że ktoś nadchodzi.

Wchodzi Córka

Ach, to ty córeczko. Spodziewałam się wojny chińsko-radzieckiej, ale nie ciebie. Wiesz, tak naprawdę lubię cię, jak pies dziada w ciasnej ulicy, ale jesteś moją córką, a wszystkich lubię jednakowo. Coś kapryśnie dzisiaj wyglądasz. Jakbyś lewą nogą z łóżka wstała, tak jakbyś była niedopieszczona, troszeczkę zmarnowana i niewyspana. Jak ci się wiedzie?


CÓRKA
Dobrze.


ŻONA
Gdzie tańczyłaś tej nocy?


CÓRKA
Tak skromnie mamusiu, w "Laworcie".
Wiesz mamo, samotnie nikt nie chce żyć i nawet spać, ale tak naprawdę, to boję się sama spać, coś złego mi się śni. Jakieś zmory mi się po głowie kołatają, nawet mi do serca, duszy zaglądają.

Po namyśle

Powiedz mi mamo, kiedy przyjeżdża tato?


ŻONA
Powinien przyjechać dzisiaj lub jutro, ale tak naprawdę nie tęsknię za nim. Zobacz córko, posprzątałam, wyniosłam dwa worki pustych butelek, od razu ile miejsca się zrobiło. Niewiele mamy tego szkła, ale trzeba będzie to sprzedać i kupimy sobie auto średniej klasy. Tak malutko wypiłam w życiu tej wody ognistej, a gdybym ją wylała powstałoby niewielkie jeziorko i choć wytrawny ze mnie pływak, nigdy nie dobrnęłabym do drugiego brzegu.


CÓRKA
Ja uwielbiam kąpiel w winie, spanko, jedzonko, kochanko i długie spacery, i dobry romans.

Po chwili

Wiesz mamo, zauważyłam, że dobrze się prowadzę i dobrze kogoś prowadzę, ale ci powiem w sekrecie, że czasem w maliny wprowadzę. Przez manowce też przejść trzeba.
Kiedy przechadzam się ulicą, to zacni mężczyźni zwracają na mnie uwagę i uśmiechają się do mnie, i serdecznie pozdrawiają. Widać, że mam w okolicy dobrą renomę.


ŻONA
Powiedz mi córeczko, jak się przedstawia sytuacja na froncie z Twoim narzeczonym? Co dobrego u niego słychać? Jak on tańczy w dniu dzisiejszym? Czy nas odwiedzi, bo zapomniałam jak wygląda?


CÓRKA
Jak przyjdzie dziś wieczorem, porozmawiamy o wszystkim, zobaczysz jak wygląda, co u niego ciekawego, zobaczysz jakie ma hrabiowskie maniery, jak dobrze wychowany. Szanująca rodzina i nazwisko, mówi samo za siebie. Poczekaj aż połknie haczyk, a potem zacinaj. Będę go miała. Lubię ciągnąć grubą rybę, a to nie jest mała płotka.


ŻONA
Chciałabym go zobaczyć, jaki to królewicz, czym on podjedzie? Może rozklekotaną syrenką! Lecz nie chciałabym, żeby przyszedł w białym golfie z długimi rękawami, a za nim wpadnie dwóch z noszami. On będzie uciekał po naszym domu i cóż, nieprzyjemna scenka. Ale sobie pomyślą o nas. A nasza rodzina jest bardzo szanująca i poważna. W społeczeństwie wszyscy o nas mówią. Słyszysz? Jakieś kroki. Pewnie przyjechał ten twój obibok, może się ruszysz go przywitać!


CÓRKA
Tak. Nie wypada tobie. Już idę.

Do środka wchodzi mężczyzna. Córka wita go przy kotarze. Żona wychodzi.


CÓRKA
Cześć ty stary wariacie, fajnie że przyszedłeś, bo bez Ciebie jest tutaj tak smutno, głucho i ponuro, nie ma się nawet z kim pokłócić. Proszę, wejdź do środka. Aleś zmókł.


ZIĘĆ
Dobrze, że pada. Jakby nie ten deszcz, to bym cały rok chodził brudny.


CÓRKA
Od razu jaśniej się tu zrobiło. Ach, jaki piękny bukiet mi przytargałeś. Gdzie kochany narwałeś takich ładnych kwiatków?


ZIĘĆ
Na rowie, moja kochana.


CÓRKA
Przyznaj się bez bicia i tortur, gdzie zrywałeś te kwiatki? Pewnie u sąsiadki podczas jej nieobecności.


ZIĘĆ
Tylko tego jednego, a pozostałe to naprawdę w rowie.


CÓRKA
No kochany, widzę u ciebie poprawę, przedtem to zawsze przynosiłeś kradzione. Nieprzyjemnie były te chryzantemy z cmentarza. Ale te są piękne.

Bierze kwiaty

Będę odgadywać gatunki kwiatów. To na pewno jest pokrzywa, a to oset szlachetny, ten żółciutki to jest jaskier, a tego to w ogóle nie znam. W moim ogródku taki nie występuje, a ten malutki cóż to za kwiatek, tak powoli się prostuje, nie, nie folguje?


ZIĘĆ
Bratek kochana, taki żółciutki. Palce mam długie, poza rów zawędrowały i z cudzego ogródka go wyrwały. Przyznaj, że jest taki ładny, ten fiołek, wplata się w całą kompozycję tego bukieciku.


CÓRKA
Myślałam, że mi przyniesiesz drobny prezencik.


ZIĘĆ
Przyznam się, że musiałbym wziąć ze sobą żyranta na zakupy twojego prezentu.

Wywraca kieszenie do góry nogami i wytrzepuje.

Ale kiedy jechałem autobusem, to podżyrowano mi bilet.


CÓRKA
To ile mam stracić z tobą?


ZIĘĆ
Ty masz zyskać, a ja stracić. Tak skromnie z pięć tysięcy kilokalorii. Ale nie martw się, odrobię. Tato zabije świnie i na pewno się poprawię. Moja twarz będzie taka gładka i delikatna, że będzie przypominać pupcię niemowlęcia.

Zbliżają się do siebie. Pocałunek, on kładzie rękę na jej nodze.
Kurtyna opada, narzeczeni stoją przed nią przytuleni, światło pada tylko na nich.
Na scenę wchodzi Obserwator, chodzi po scenie, zamyślony.



OBSERWATOR
Tak sobie pomyślałem, że odłoży mi rękę i powie: Nie tędy droga chłopcze. Albo: Weź te łapy chuliganie. Mogła też powiedzieć: Zrobisz mi dziecko i uciekniesz. Lub może: Dziś nie mogę, jest u mnie ciocia. Ale dama ani drgnęła, tylko moja dłoń lekko się w górę przesunęła i złapałem za ten falisty, śliczny puszek, co pokrywa w dole brzuszek. Tylko dama lekko drżała, a ja wiedziałam, że coś ode mnie ona chciała, bo tak czule i serdecznie się przytulała. Ja jej futro wciąż trzepałam, aż się sierść sypała, a ona się do mnie przytulała i o tapczan opierała.



Aktorzy schodzą ze sceny. Kurtyna się podnosi ukazując wnętrze mieszkania.
Za stołem siedzi Żona, przed nią butelka po wódce i pusta szklanka. Przyjeżdża Ojciec.


OJCIEC
Witaj żoneczko, rozpustnico! Zapomniałem już jaki jest zapach kobiety. Zmarniałaś mi troszeczkę, kiepsko wyglądasz, na pewno za dobrze w domu nie jest.


ŻONA
Ale uwierz mi, jest tutaj naprawdę wesoło.


OJCIEC
Czy dbałaś o wszystko, o cały dom? Pilnowałaś naszej córki, żeby nie grzeszyła?


ŻONA
Tak, pilnowałam i to bardzo dokładnie.


OJCIEC
Czy wszystko w porządku w domu?


ŻONA
Tak.


OJCIEC
Widzę, że popijasz wodę ognistą.


ŻONA
Zgubiłam korek od butelki i nie miałam czym zatkać. Mogła by się butelka przewrócić, albo wyparować, musiałam ją wypić do końca.


OJCIEC
Gdzie nasza córeczka?


ŻONA
Poszła się zrelaksować.


OJCIEC
Uprawia jakąś dyscyplinę sportu? Wspominała kiedyś. Podnoszenie na drążku sztywnym. Ja też uprawiam zapasy, na przeciwniku stosuję zawsze chwyt dziewięćdziesiąt dziewięć. A ty uprawiasz jakiś sport?


ŻONA
Tak. Przedtem były "Giewonty", a teraz "Klubowe".


OJCIEC
Do jakiego klubu należysz? Nie będę dociekał. Zgotowałaś coś dobrego?


ŻONA
Tak, to co zawsze.


OJCIEC
Herbata i jajka na twardo, znudziły mi się.


ŻONA
A przecież tak dawno tego nie jadłeś. Jutro ugotuję coś nowego. Herbatę i jajka na miękko.


OJCIEC
Zauważyłem u ciebie wielkie postępy w dziedzinie kuchni, widzę, nie marnujesz czasu. Kiedyś do południa spałaś, a po południu odpoczywałaś, bo się zmęczyłaś spaniem do południa.

Dzwoni telefon. Żona podnosi słuchawkę. Ojciec wychodzi.


ŻONA
Halo, kto mówi?


SYN
Syn mówi, mamo.


ŻONA
Ile ci trzeba synku pieniążków?


SYN
Tym razem mi nie trzeba, utrzymuję się z renty.


ŻONA
Zarobiłeś synku na tańcach?


SYN
Tym razem na baletach.


ŻONA
Masz jakąś sprawę?


SYN
Chciałem się dowiedzieć, co tam w domu ciekawego się wydarzyło.


ŻONA
Wiesz synku, mamy psa.


SYN
Wielki?


ŻONA
Wiesz, synku, nie znam się na rasach, ale to potężne zwierzę.


SYN
A jakiego byś chciała mieć psa mamo?


ŻONA
Wiesz, chciałabym mieć Bulboga.


SYN
To ja go mamo przerobię.


ŻONA
Dasz radę synku?


SYN
Co to jest dla mnie.


ŻONA
Jak to zrobisz?


SYN
Wezmę dwa młotki, jeden przyłożę do potylicy, a drugim przyłożę w nos i żuchwa się cofnie do tyłu, a skóra się zmarszczy.


ŻONA
A wytrzyma?


SYN
Zrobię znieczulenie.


ŻONA
Stylem do siekiery w głowę?


SYN
A ogon obetnę.


ŻONA
Ten ma długą sierść.


SYN
Zrobię postrzyżyny.


ŻONA
Wiesz, nie będzie on ładny, może dałbyś radę przerobić go na takiego cienkiego, długiego i podobnego do kija? To właśnie Jajnik się nazywa?


SYN
Czemu bym miał nie dać rady?


ŻONA
Dasz radę?


SYN
Oczywiście, naciągnę go.


ŻONA
Mocno go naciągniesz?


SYN
Tak, żeby był taki długi, by cała rodzina mogła go naraz głaskać.


ŻONA
Będzie on narowiec synku?


SYN
Tak, po piwnicach będzie buszował.


ŻONA
Ale my nie mamy piwnicy!


SYN
Nie szkodzi, zbudujemy.


ŻONA
Nie opłaca się.


SYN
To co zrobimy z psem?


ŻONA
Chciałabym, żebyś go przerobił na takiego jak ma sąsiadka, ona ma Swetera, ale ten ma krótkie włosy.


SYN
Posadzimy.


ŻONA
Ten uszy ma stojące i krótkie, a tamten u sąsiadki długie i wiszące.


SYN
Uszy naciągnę i złamię.


ŻONA
Nie będzie go bolało?


SYN
Tam jest chrząstka.


ŻONA
A ogon?


SYN
Obetnę na trzy palce.


ŻONA
A jak się nie uda ta operacja?


SYN
To zamienimy u sąsiadki, po cichu.


ŻONA
Wiedziałam, że wyrośnie z ciebie chodzący talent.


SYN
Mnie też mawiała nauczycielka z matematyki, że jestem talent.


ŻONA
Nie chcę mieć takiego samego psa jak nasza sąsiadka.


SYN
A jakiego chciałabyś mieć?


ŻONA
Może być groźny, np. Łyżeł.


SYN
Zrobimy z niego Łyżwa.


ŻONA
Potrafisz?


SYN
Czemu nie, ogon obetnę, uszy złamię, a nogi zostawię.


ŻONA
A z brzuchem co zrobisz, musi mieć taki podkasany.


SYN
Nie damy mu jeść, a żołądek przyrośnie mu do kręgosłupa i później będzie żył bez jedzenia.


ŻONA
Nie będzie chciał jeść tej kiełbasy ślimakowej.


SYN
Serka Salami też nie będzie chciał.


ŻONA
Chciałabym mieć takiego małego Dupelka.


SYN
To ja go skrócę, będzie pokojowiec.


ŻONA
Nie chcę pokojowca, bo będzie świnił za szafą.


SYN
To jakiego chcesz?


ŻONA
Niech zostanie taki jaki jest.


SYN
A jaka to rasa mamo?


ŻONA
Nie wiem, może ty wiesz? Zawsze lepiej znałeś się na psach.


SYN
Posłuchaj uważnie, czy prawe ucho ma wiszące?


ŻONA
Tak.


SYN
Czy lewe ucho ma stojące?


ŻONA
Tak.


SYN
Czy ogon ma podkasany do góry?


ŻONA
Tak.


SYN
Czy sierść ma długą i wiszącą?


ŻONA
Tak.


SYN
Czy zębów ma cały pysk?


ŻONA
Tak.


SYN
Czy jest szczepiony na wściekliznę?


ŻONA
Tak, może gryźć śmiało.


SYN
Powiedz mi czy jest wielki?


ŻONA
Jak cielę, ale dalej nie wiem, co to za rasa.


SYN
Ten pies jest wielorasowy, ma dwadzieścia ras w sobie i jest to na pewno pikuś szorstkowłosy.
Ale teraz powiedz mi, co tam wydarzyło się u znajomych i sąsiadów.


ŻONA
Wiesz, Kaśka wyszła, a Zośka zaszła, były dwa pogrzeby, trzy urodziny i jeden gwałt. Ale z tym gwałtem to do dzisiaj nie wiadomo, kto kogo gwałcił. Ona twierdzi, że się jemu opierała o szafę, on ją napastował na sucho, ona wzywała pomocy, a on leżał na podłodze i przyjechała karetka na światełku, w samo południe, i zabrali jego, ją zostawili. Ona z tej rozpaczy we wściekłość wpadła, wszystkich mężczyzn rompać chciała. Przyszło dwóch panów w białych kitlach, w biały golfik z długimi rękawami ją ubrali, wzięli ją pod boki i jak kochankę do samochodu włożyli, i na światełku w drogę ruszyli. Wszyscy mężczyźni za nią spoglądali i szeptem sobie o niej opowiadali. Ja też z boku stałam i się tej sprawie przyglądałam.


SYN
Wiesz mamo, kończmy tę rozmowę, bo mój portfel jest długi jak miesiąc, a chudy jak wypłata.


ŻONA
Aż tak źle z Tobą?


SYN
Przydarzyło mi się.


ŻONA
A więc baw się dobrze synku, życzę ci szerokiej drogi i głębokich rowów. Do widzenia.


SYN
Do widzenia.

Odkłada słuchawkę i siada przy stole. Wchodzi Ojciec.


OJCIEC
Co poza tym w domu się wydarzyło?


ŻONA
Przyszedł list od naszego synalka. Przeczytaj, co on ciekawego pisze.


OJCIEC

Czyta

Kochani rodzice. Pieniążków nie przysyłajcie, będę się utrzymywał z tego, co mi dadzą. Te skarpety co stoją za kanapą, to je wyprać. Meszty obłocone, które stoją w okolicach sieni, proszę je wyczyścić. Garnitur w jasny prążek, to proszę dać dużo formaliny, bo wrócę za pięć niedziel palmowych. Mam tutaj dużo kolegów, którzy też odpoczywają. Jeden zabłądził w banku, a inni przewieźli się nie swoim wozem. Jeden jest taki numerant, który wywijał innym numery, a na koniec to jemu numer wywinęli. Jest ze mną na wczasach i odpoczywa po tych numerach. Jest taki jeden gość, który sprzedał wszystkie naczynia kuchenne żony, bo stwierdził, że są niepotrzebne, żona ich nie używa, a kuchnia jest cały czas zimna.
Fajnie jest tutaj, mamy taki ładny garniturek w paski, nawet podpisany "ZK", żeby ktoś nie zamienił. Chodzę też na spacery, na trzydzieści minut i zażywam kąpieli pod prysznicem. Jak dobrze będę się sprawował, to przyjadę do domu na przepustkę. Kończę ten krótki list i pozdrawiam wszystkich.

Odkłada list.

Fajnie, że napisał, a ty mu odpisałaś?


ŻONA
Jeszcze nie.


OJCIEC
To bierz coś do pisania, papier i pisz. Ja będę dyktował:
Kochany synku. Kiedy będziesz wracał z wczasów, to chciałbym żebyś zrobił zakupy. Kup jeden chleb, pół kilo smalcu i kilogram cebuli.


ŻONA
Ale on przyjedzie za pięć niedziel palmowych.


OJCIEC
Może przyjedzie na przepustkę za dobre sprawowanie, wypoczęty, zdrów jak ryba. Powinien coś nowego wprowadzić w naszym domu, jakieś zmianki. Ale dużo wody jeszcze w rzece upłynie. Zobaczymy jak będzie wyglądał. Teraz powiedz mi, gdzie jest nasza córka?


ŻONA
Nie wiem. Pójdę ją zawołać.


OJCIEC
Idź, chciałbym z nią porozmawiać. Idź ją przyprowadź.

Żona wychodzi po córkę i za chwilę wchodzą obie. Ojciec stoi i czeka. Córka ma smutny wyraz twarzy, jakby coś przeskrobała.


OJCIEC
Witaj córko marnotrawna! Fajnie, że cię widzę. Idąc do domu wszystkiego się o tobie dowiedziałem, choć wcale tego nie chciałem. Teraz najdrobniejsze kłamstwo obróci się przeciwko tobie. Przyznaj się dobrowolnie, bo może być gorzej.


CÓRKA
Ależ tatusiu, ja byłam grzeczna i święta jak aniołek.


OJCIEC
Znam ja ciebie aniołku, tylko ci rogów brakuje.


CÓRKA
Trafiłeś na plotkarzy, a oni z igły robią widły. Ja jak widzisz taka nie jestem. Zawsze jestem taka zadbana i poważna.


OJCIEC
Jest coś w tych plotkach, ja też miałem kiedyś taką przygodę w Bandrowie. Puściłem bąka, a w firmie w Ustrzykach powiedzieli, że w portki narobiłem. Ale jest tu coś prawdy.


ŻONA
Chciałam wyjść do toalety.


OJCIEC
Nie mam nic przeciwko temu. Bierz dwa kołki, jeden wbijesz w ziemię i będziesz się go trzymać, żeby cię wiatr nie porwał.


ŻONA
A po co mi ten drugi?


OJCIEC
Będziesz się broniła, żeby cię wilki nie zjadły.

Żona wychodzi do toalety, ale zatrzymuje się przed kotarą.


OJCIEC
Poczekaj! Masz bilet do twojego pałacu.

Daje jej kawałek papieru toaletowego. Żona wychodzi.


OJCIEC
No, a teraz możemy porozmawiać. Podczas mojej nieobecności w domu były tańce, hulanka, swawola. Małoście daczy mojej nie rozwalili. Siadałaś w końcu stołu, podparłaś się jak basza, wzięłaś flaszkę w dwie garście, jednym cmokiem z gwinta wyciągnęłaś pół basa. Hi, hi, ha, ha. I do kelnera wołasz: wódki dawaj mój malutki. A kiedy się tak porządnie upiłaś, to na stole kankana zatańczyłaś.


CÓRKA
Ależ tatusiu! To nie jest prawda.


OJCIEC
Do szkoły też nie chodzisz, tylko na wagary. Uczennicą dobrą nie jesteś. Jak mi się dobrze przypomina, gdzieś na trzeciej czy czwartej pozycji w szkole.


CÓRKA
Tak, tak tatusiu, na trzeciej.


OJCIEC
Ale od końca! Co robiłaś z narzeczonym też wiem i za to wszystko poniesiesz wielką karę. A kara musi być bolesna, długa, uciążliwa, męcząca i cierpiąca.

Córka zaczyna płakać, a łzy wyciera w rękaw. Ojciec przystawia swoją chusteczkę do jej nosa, a ona bardzo mocno dmucha.


OJCIEC
Teraz to ja ci porządnie dupę skroję.>

Wstaje z krzesła, ściąga pasek od spodni, składa na dwoje. Córka siedzi po przeciwnej stronie. Ojciec obchodzi dookoła stolik, a Córka wstaje z krzesła i ucieka przed Ojcem dookoła stolika.


OJCIEC

Krzyczy

A teraz nie próbuj daleko uciekać, bo jak ja cię dorwę, to tak ci wleję, że ci dupa pęknie w najgrubszym miejscu na połowę.


CÓRKA
Ależ tatusiu, ja już tak nie będę robiła.

Ojciec łapie Córkę za kołnierzyk i prowadzi do krzesła. Córka nie chce iść.


CÓRKA
Będzie fest bolało!


OJCIEC
Kara musi być bolesna. Na krzesło!

Córka przechyla się na krześle, a Ojciec podciąga jej krótką sukienkę i przykłada pasek.


CÓRKA
Boli!


OJCIEC
Musi boleć. Po to cię bije, żeby bolało. Zrobię ci porządne pranie majtek na dupie. Musisz czuć żelazną rękę. Rozum przepędzę z dołu do góry. Tylko żeby nie poszedł w góry. Nie odpal teraz czasem z jednorury i woń rozniosła się aż pod chmury.


CÓRKA
Przestań! Nie bij tatusiu kochany, obiecuję ci poprawę na milion procent. Będę Cię teraz i zawsze przez milion lat słuchała, i zawsze jak prawdziwego ojca kochała.

Prostuje się znad wychylonego krzesła, patrzy z pokorą i wyciera nos w rękaw.


OJCIEC
Gdyby się mama pytała, to powiedz, że zbiłem cię na kwaśne jabłko, aż ci tyłek zrobił się grubszy i biedna jak bóbr płakałaś, krokodyle łzy wylewałaś i przysięgałaś, że takich brzydkich rzeczy nie będziesz przerabiała. Ale to nie wszystko. Najpierw to przed oblicze wsi postawić cię każę, skórę ci już odpowiednio wygarbowałem, a następnie do karety okutej i zakratowanej włożyć każę, wywieźć i do wielkiej wieży zamknąć każę. A u bram dwóch strażników stać będzie. I nie będzie Jasia na szkapie, który się po szklanej górze do ciebie dostanie, albo gołąbka, który ci serdeczny liścik od narzeczonego przyniesie. Posiedzisz w tej wieży, aż spoważniejesz, bo o rozum to już za późno, a następnie osobiście przewiozę cię do klasztoru. Pomożesz starcom, ułomnym, pozbawionym nogi, ręki, głowy albo innych części ciała. Dasz przykład wzorowej dziewczyny. Z burdelu do klasztoru się przeniesiesz i wszyscy we wsi chwalić cię będą, a nie jak teraz mówią źle o tobie. Starsze babcie będą cię chwaliły, może nawet i prezenty przynosiły. A chodzić będziesz w takiej sukni, a nie w takiej.

Ręką pokazuje długość na jej nodze.

A teraz idź odrabiaj lekcje i chcę u ciebie widzieć poprawę. Zawołaj mamę, jeżeli jej jeszcze wiatr nie porwał, a wilki nie zjadły.

Wchodzi Żona, Córka znika za sceną.

No co, nie była ci potrzebna siekiera do obcinania?


ŻONA
Tym razem nie, było mało, no i nie ma po czym. Tak chudo się je, a tak tłusto się robi. Przechodziłam straszne męki, bo aż stękałam.


OJCIEC
A powiedz mi, czym tyłek wycierałaś?


ŻONA
Gazetą.


OJCIEC
Ty wiesz, że w gazetach piszą o nas, o kraju, o partii, o polityce i są podobizny np. Lecha albo Wojciecha, a ty ich twarzą obcierasz swoją twarz, to jest prawdziwa zniewaga.
Powiedz, czym wycierałaś?


ŻONA
Palcem.


OJCIEC
Ty wiesz, że witając się ze mną, dajesz mi rękę. Właśnie tym palcem dotykasz mojego palca. Znieważyłaś swój palec i całą rękę.


ŻONA
To co miałam zrobić?


OJCIEC
Poczekać, aż ci tyłek wyschnie, a jeżeli już koniecznie chcesz wycierać, to na jednej rolce nawijasz czysty papier, na drugiej brudny, a potem wypierze ci proszek "ZOMO" wszystkie brudy świata. Wysuszysz i po problemie. A teraz zejdźmy z wszystkich kibli świata i powiedz, co zrobiłaś podczas mojej nieobecności.


ŻONA
Posprzątałam w kuchni, wyniosłam opakowania szklane, puste i niepotrzebne, i pilnowałam jak oka w głowie naszej córuni.


OJCIEC
A ogródki obrobione?


ŻONA
Tak.


OJCIEC
Idę sprawdzić.

Wychodzi i za chwilę wraca.

To ogród? Przypomina mi dżunglę brazylijską. Tam roślinność jest bujna i wyższa od płotu, a przedrzeć się przez ogród to wielki problem, bo na ścieżce rozrósł się i zdziczał wielki agrest. Musiałbym wziąć tasak i wyciąć sobie drogę.


ŻONA
Nie krzycz tak na mnie, bo w końcu to ja pójdę na ulicę zarobić na swoim ogródku.

Kładzie ręce na udach i podciąga je w górę.


OJCIEC
To idź, pies by cię nie chciał z kulawą nogą. Ten twój ogródek zarośnięty jest jak broda Miczurina, tylko bruzda przeorana i nie wiadomo kiedy była ostatni raz używana. Dlaczego ja dwadzieścia lat temu powiedziałem "tak", a teraz siedzę i rozmyślam "pu pos gamoto"?


ŻONA
Dłużej nie wytrzymam, mam cię po dziurki w nosie. Jeszcze nie zdążyłeś płaszcza powiesić, a już awantura. Inni mężowie inaczej podchodzą do tej sprawy.


OJCIEC
Chcesz odejść, proszę bardzo. Siadaj na miotłę i leć babajago do swojej chatki na kurzej stopce. A jesienią nie zapomnij, jest zlot czarownic. Dużo ci nie brakuje, możesz nakręcić piękne filmy, horrory, masz do tego predyspozycje.


ŻONA
Dłużej nie wytrzymam. Pakuję się i wyjeżdżam, a kuchnia teraz naprawdę będzie zimna. Trafisz na pewno na gorszą, co ci nie ugotuje.


OJCIEC
Ty to szalenie gotowałaś. Herbata i jajka na twardo. Znudziły mi się.

Żona wychodzi za kotarę i stamtąd wychodzi ubrana jak do podróży. W ręku trzyma walizkę.


ŻONA
Wyjeżdżam jak najdalej stąd, ale mam jeszcze jeden problem. Wszystko się zgadza oprócz kasy.


OJCIEC
To ile mam ci dać na wieczne nieoddanie?


ŻONA
Pięć tysięcy, bo tyle kosztuje w jedną stronę.

Bierze od Ojca banknot.


OJCIEC
Z tobą prowadziłem zawsze wielki biznes. Wkładałem pieniążki jak do ruskiego banku i nigdy grosza nie wyjmowałem.


ŻONA
Dałeś mi dziesięć tysięcy, nie mam ci wydać.

OJCIEC
Nie szkodzi, przyda ci się na bilet powrotny.


ŻONA
I tak nie wrócę.


OJCIEC
Wyrzeka się żaba wody.

Żona wychodzi. Wchodzi Zięć i przechadza się po scenie.


OJCIEC
Widzę, że jacyś obcy ludzie po moim domu się przechadzają, a mi o tym nic nie wiadomo. Czy mógłbyś się choć przedstawić? Bo czuję się tutaj jak na dworcu. Nie masz walizki, a czy masz w ogóle bilet wstępu do tego domu? Nie myśl sobie chłopie, że jesteś w burdelu. To jest bardzo poważna i szanująca się rodzina.


ZIĘĆ
Tak, oczywiście. Zgadzam się, zauważyłem to. Czy pan jest może gospodarzem tego domu? Bo do tej pory było wielu gospodarzy różnych różnistych, wysokich, niskich, grubych, kulawych, łysych, z małą polanką i bez polanki, w peruce i bez peruki. Ale tak czy owak witam nowego gospodarza w starym domu. Dobrze że się spotkaliśmy, bo już powinniśmy byli zrobić to dawno temu.


OJCIEC
Aż tak źle ze mną przecież nie jest. Powiedz mi pan, kim jesteś.


ZIĘĆ
Jestem narzeczonym pańskiej córki.


OJCIEC
A to już całkiem zmienia postać rzeczy, to właśnie pan ma być moim zięciem, a ja pana poznaję dopiero teraz. Pan cały czas podczas mojej nieobecności przebywał w tym domu z moją córką sam na sam i dopuszczał się Pan z moją córką różnych rzeczy. Ja czuję się w tym domu bardzo obco. Traktują mnie jak gościa, a ja tu jestem przecież gospodarzem. Powiedz mi mój kochasiu, bo ja to wszystko wiem, co robiłeś z moja córką?


ZIĘĆ
Gimnastykowałem się z nią w różnych pozycjach.


OJCIEC
Czy wszystkie pozycje przerobiłeś, może jakaś sprawiła ci trudność?


ZIĘĆ
Przerobiłem wszystkie z wyjątkiem jednej, sprawiło mi to kłopot.


OJCIEC
Jaka pozycja?


ZIĘĆ
Na żółwia.


OJCIEC
Pierwszy raz słyszę. Mógłbyś mi objaśnić, bo mi czasami trzeba "Bolka i Lolka" rozszerzyć i objaśnić o co tam naprawdę chodzi.


ZIĘĆ
Prosto. Wannę na łeb i od tyłu.


OJCIEC
Ty rozpustniku, uwodzicielu cudzych żon! To ty z moją córą takich rzeczy się dopuszczasz? Pójdziesz do spowiedzi. Staniesz przed księdzem, wyspowiadasz się ze wszystkiego co zrobiłeś, a jeżeli tego nie zrobisz, to dostaniesz czarną polewkę. Po twojej twarzy widzę, że to jest dla ciebie najlepszy przysmak. Przypilnuję żebyś spotkał się z księdzem sam na sam. Teraz zatelefonuję do niego, niech tu przyjdzie.

Podchodzi do telefonu i kręci korbką, bierze słuchawkę.

Halo! Plebanek, wita cię serdecznie parafianin. Potrzebuję cię... Nie, to nie jest ostatnie namaszczenie, byłem wiele razy w życiu namaszczony.

Lewą ręką pociera wzdłuż karku, na znak picia alkoholu.

Mój zięć pragnie się wyspowiadać. Tak, tak... Jeszcze dycha, życie z wolna popycha... Kropidła nie trzeba, jest żywy... Dobrze, w porządku, niech ksiądz przyjdzie tutaj.

Ojciec odkłada słuchawkę. Odwraca się do Zięcia. Wchodzi Ksiądz.


KSIĄDZ
Pochwalony.


ZIĘĆ
Amen.


OJCIEC
Proszę księdza, chciałbym żeby mój Zięć teraz szczerze wyznał swe grzeszki. Mam nadzieję, a ma on znikome szanse, że ksiądz go rozgrzeszy. Zostawiam was sam na sam.

Wychodzi. Ksiądz z Zięciem zostają sami. Ksiądz siada na krześle, Zięć obok. Spowiada się do ucha Księdzu.


ZIĘĆ
Proszę księdza, całowałem.


KSIĄDZ
Ależ chłopcze, to wielka rozpusta, przecież całowałeś pannę w usta.


ZIĘĆ
Troszkę niżej, proszę księdza.


KSIĄDZ
Ależ chłopcze, co za gust, nie miałeś gdzie całować, tylko prosto w biust?


ZIĘĆ
Troszkę niżej, proszę księdza.


KSIĄDZ
Ależ chłopcze, zrobiłeś duży występek, nie miałeś gdzie całować tylko w pępek?


ZIĘĆ
Troszkę niżej, proszę księdza.


KSIĄDZ
Chłopcze, to jest stuprocentowa nuda, nie miałeś gdzie całować, tylko w uda?


ZIĘĆ
Troszkę wyżej, proszę księdza.


KSIĄDZ
Precz smarkaczu! Bo cię gwizdnę. Całowałeś pannę prosto w pipę. Nie dostaniesz synku u mnie rozgrzeszenia. Won! Precz! Wynocha stąd!

Zięć wstaje z krzesła.


ZIĘĆ
Do widzenia.


KSIĄDZ
Będziesz synku milion lat w piekle smołę ważył. Szatan wziął cię w swoje ramiona. Z kim ty się synku zadałeś. Grzech i rozpusta są w twoim ciele. Sam Szatan cię opętał. Niech Bóg ci przebaczy grzechy, bo ja nie dam rady. Złymi torami się prowadzisz. Uważaj żebyś się nie wykoleił.


ZIĘĆ
Plebanku, niech cię diabeł weźmie na rogi i do piekła trąci.

Przykłada dwa palce do głowy imitując rogi i wybiega ze sceny.


KSIĄDZ
Dzisiejsza młodzież. Tam gdzie jest strona, tam jest żona, a gdzie parafia, tam dziecko. Jest jak krzywe dziecko, które trzeba naprostować. Ta młodzież jak chwast się pleni. Wszystkich mężczyzn wciągnąć do armii zbawienia, niech służą ojczyźnie, a nie tym rozpustnicom.

Wychodzi. Wchodzi Zięć, chwyta za telefon, kręci korbką i mówi do słuchawki:


ZIĘĆ
Halo. Czy pan psychiatra? Proszę przyjechać, jak najszybciej... Tak, podaję adres: Naftowa 5.

Odkłada słuchawkę. Wchodzi Ojciec.


OJCIEC
Tak. Ksiądz ci grzeszków nie przepuścił i jednak czarna polewka będzie ci musiała smakować.


ZIĘĆ
Trudno. Ale teścia córka i tak jest brzydka i kuleje.


OJCIEC
Ale pod pierzyną nie kuleje, jest ciemno i nie widać.

Na scenę wbiega dwóch panów z noszami.

Ależ panowie, ja jestem normalny, nawet kierowca w autobusie wie, bo mnie pytał: "Pan noramlny?". Ja mówię: "Tak, ależ w porządku", "Niech się pan nie denerwuje", mówi kierowca, "cztery tysiące pan płaci". Panowie to jakaś pomyłka.

Ojciec zostaje złapany. Sanitariusze nakładają mu kaftan bezpieczeństwa, kładą go na noszach i wynoszą ze sceny. Wchodzi Córka.


CÓRKA
Cisza i smutno tu.


ZIĘĆ
Podpal chałupę, to zaraz z całych Ustrzyk zlecą się i będzie wesoło. Grzać się będą.


CÓRKA
Grzać to by się wszyscy chcieli, ale podpalić nie ma komu.


ZIĘĆ
Jak już chcesz podpalić, to podpal pod piecem i ugotuj coś.


CÓRKA
Ugotuję to co mama gotuje dla mojego ojca.


ZIĘĆ
To dobrze, dopiero nasz balet życiowy się zaczyna.

Wchodzi Żona z walizką, w płaszczu i rozgląda się wkoło. Na chwilę zapada cisza.


ŻONA
Romantycznie to tu jest. Po drodze zrobiłam zakupy. Kupiłam chleb, pół kilo smalcu, kilo cebuli i śledzia.


ZIĘĆ
A ja kupiłem coś, w czym rybka lubi pływać.


CÓRKA
Zrobię herbatę i jajka na twardo. Będzie klawo jak cholera, libacja na 150 fajerek.


ŻONA
A gdzie ojciec?


CÓRKA
Pojechał na wczasy do czubków.




K O N I E C



POWRÓT



Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011