Podróż majowa '99

Podróż majowa '99

Otryt - z ros. otrywat' - odrywać

Miałem napisać kilka refleksji na temat Otrytu. O Chacie, imprezach, pracy twórczej itd. Ale Otryt to nie tylko Chata, to coś więcej... Niesamowity TRIP, a ten zaczyna się znacznie wcześniej...

Etap I PODRÓŻ

Wyjazd na Otryt rozpoczyna się od wcześniejszego ustalania terminu i środka lokomocji. Na ogół do ostatniej chwili nic nie wiadomo, jeszcze ostatnie próby namawiania znajomych (na ogół udane) i ruszamy. Stopem, bryką, pociągiem.

Pociąg to prawdziwe wyzwanie.

Maj 1999. Pociąg relacji Warszawa Wschodnia - Zagórz. Autentyczne PKP Adventure Team. Jedziemy w 6 osób. Michał Alexandrowicz, Michał Tober, Agnieszka Rymsza i jej Kolega oraz Krzychu. Mimo, że na dworcu jesteśmy znacznie przed planowaną godziną odjazdu, pociąg jest już załadowany na maxa. Miejsce mamy na korytarzu przy wejściu, powoli jesteśmy spychani w stronę wagonowego kibelka.

Odjazd! Za Warszawą Zachodnią ludzie stoją już w łącznikach między wagonami. My okupujemy miejsce przy kiblu, otwieramy vermouth, idziemy zapalić, po czym odkrywamy, że toaleta gwarantuje jakiś komfort podróży. Jest czysta, ze względu na tłok nikt z niej nie korzysta, i jest w niej pełny luz, tylko nas czterech na tak olbrzymiej powierzchni. To nas odpręża. Dopada nas nuta poetycka. Pięć godzin ciągłego rymowania. W toalecie jak i na zewnątrz słychać salwy śmiechu, nasze i innych podróżnych.

W pewnym momencie młodzian w dresie irytuje się. Próbując dostać się do przybytku słyszy:

Idzie bamber nie fika
Chyba się nie wysika

Robi się nerwowo, Zasypany kolejną porcją rymów na temat podróży i PKP odchodzi. Nie jest pewien co jest grane i z kim ma do czynienia.

Etap II ZAGÓRZ

Z dziennika pewnego Podróżnika:

"9:52 CET 29 IX 2000r.

Właśnie leżę obok stacji w Zagórzu w tym samym miejscu w którym mam zdjęcie z P. z mojego pierwszego Barana (...), tu jest nieźle. Życie toczy się zupełnie inaczej niż w Warszawie. Z resztą, chyba wszędzie życie toczy się inaczej niż w Warszawie. Tu się nic nie dzieje i nikt z tego powodu nie robi problemu, nawet ja.

Słońce pięknie przygrzewa mimo tak wczesnej pory. Niedawno zaopatrzyłem się u Ukrainek w alkohol i nikotynę. Monte Carlo mają po 2.50 [PLN za paczkę], 1l starki po 20 zł. Kupiłem karton i flachę. Mimo, że obecnie prawie w ogóle nie palę, to jednak wolę mieć lekki zapasik. Chyba mogę pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa..."

Istnieją dwie szkoły przesiadania się w autobus na Zatwarnicę. Pierwsza to przesiadka w Sanoku, druga w Zagórzu. Ja skłaniam się ku tej drugiej. W Zagórzu można zjeść dobre flaczki w knajpce obok stacji i zrobić zakupy z Ukraińską banderolą. A autobus jest chyba trochę wygodniejszy od mikrobusa i raczej nie przepełniony.

Etap III SKLEP I PODEJŚCIE NA GÓRĘ

Dwernik zawsze witał nas wspaniałym słońcem, śpiewem ptaków i szumem Sanu. Na zmęczonego wędrowca czeka też sklep i jego niezwykle życzliwi właściciele. Aż trudno w takich okolicznościach nie zatrzymać się na chwilę i nie spróbować złocistego napoju.

Zwykle planowane kilka minut przerwy przedłuża się, kolejne butelki zostają opróżnione i w zmęczone ciała wstępuje nowy duch. Trzeba stanąć przed nowym wyzwaniem jakim jest podejście.

Tabliczka informuje, że powinno zająć to około 40 minut. Rekordziści wspinają się jednak nawet siedem (7) godzin!

Oto jedna z relacji:

"15:13 29.IX 50m. od punktu widokowego na drodze na Otryt

Właśnie leżę na ziemi. Spotkałem M. o 10.00 w Zagórzu.

Sklep na dole zrobił swoje. Stary pomysł z wyciągiem na górę nie był jednak taki zły. Tak poza tym jest rewelacyjnie. Słońce grzeje, jestem w samym podkoszulku, a widok jak u van Gogha..."

Niektórym droga uświadamia ich kiepską kondycję:

"21.IX.1999 13:35 1 godz. 16 min. marszu

W zasadzie to zdychamy. Przystanek I "Na wywrocie starego buka".

Pepe przewiduje ponad 4h marszu, ja w swojej euforycznej padace stawiam na 2,5(...)

1 h 49min. marszu

II przystanek "Świątynia dumania"

Mamy zamiar wypić wodę ze strumyka, choć ja mam wątpliwości. Pepe'owi wali z japy. Moja koszulka wali bo ma 4 dni

III przystanek "Pod jodłami" 2 godzina 57 minuta marszu

Nasze odcinki marszu są coraz krótsze. Nasz rekord to 9 min marszu. Może uda nam się dojść.

IV Otryt 3h 40 min marszu

Zdychamy, coś zjedliśmy, nie ma wody na Yerbę..."

Niezależnie od tego czy na górę podbiega się jak kozica, czy zajmuje to trochę więcej czasu, widok Chaty, znajomych i nieznajomych twarzy wywołuje niesamowitą ulgę. Zmęczenie znika. Problemy nagle odchodzą, znikają na łonie natury, przynajmniej na te kilka niesamowitych dni.

Marek Grabowski



Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011