Góry, kobiety i śnieg

Moja Historia Otrytu
Góry, kobiety i śnieg

Pewnego pięknego i słonecznego poranka AD 1991 obudziłem się na pryczy wśród zwałowiska plecaków. Był to ostatni dzień roku. A obudziłem się w "Chacie Socjologa" na Otrycie w Bieszczadach. Miąłem kaprys aby ten szczególny dzień spędzić w miejscu, do którego czuje sentyment i coś, czego nie można wyrazić. Pogoda dopisała. Można było zobaczyć ośnieżone Połoniny, Magurę Stuposiańską i inne. Trwały przygotowania do nocnej imprezy. Wachta kręciła się po kuchni, "drwale" rozprawiali się z drewnem pod kuchnię i do kominka, kobiety przygotowywały wystrzałowe kreacje, jeszcze inni budowali skocznie narciarską, aby po przywitaniu Nowego Roku moc skosztować emocji podobnych do tych, jakie przeżywał słynny polski skoczek - Piotr Fijas. Jednym słowem: przygotowania były w pełnym toku. Cała impreza miała rozpocząć się o godzinie 21.00. I tak też się stało. Zszedłem do Kominkowej na pięć minut przed rozpoczęciem balu. Usiadłem w kącie i oddałem się rozmyślaniom. Nagle z zadumy wyrwał mnie błysk i pompa z jaką do sali wkraczali uczestnicy imprezy. Doznałem nieomal szoku gdy zobaczyłem - proszę usiąść wygodnie w miękkim fotelu - Damy w wieczorowych sukniach z odkrytymi plecami i nagimi ramionami i wspaniałych Mężczyzn we frakach (jeden oryginalny z 1929 roku) i smokingach. I pomyśleć, że głusza, że koniec świata zapomniany przez Boga i ludzi, a tu taki niesamowity widok. Nigdy nie wpadłbym na taki oryginalny pomysł, który - jak się potem dowiedziałem - od kilku lat jest tam już tradycją. Impreza trwa, balowicze bawią się przednio, czasami ktoś zagra na gitarze, ktoś inny podchwyci ton i zacznie wystukiwać rytm na butelkach. Wszyscy zostali wciągnięci w wir zabawy i uciechy, nawet Tubylcy ze wsi Dwernik, zaprzyjaźnieni z Chata brali czynny udział w balu. Wreszcie wybiła przez wszystkich oczekiwana PÓŁNOC. Wyszliśmy przed Chatę i okrążyliśmy wcześniej rozpalone ognisko, aby tam godnie przywitać Nowy Rok. Dokładnie o północy wszyscy, jak jeden (no może nie wszystkim się udało z wybiciem 24.00) otworzyli z hukiem wcześniej zmrożone w śniegu szampany. Zostały odpalone rakiety (nie poleciały na Księżyc, bo nie chcieliśmy straszyć Jego Piejowości - Jaśnie Wielmożnego Pojazdu Twardowskiego - Koguta). Padliśmy sobie w objęcia a życzeniom, pocałunkom i uściskom nie było końca. Po tej tak wspaniałej chwili wróciliśmy do Chaty. I tu nastąpiła przemiana nóg naszych cudownych Dam. Zamieniły trapery ponownie na szpilki i dalej w tany. Zabawa była przednia i trwała do białego rana. Ostatki zeszły z podłogi (czyt. parkietu) w okolicach 8 rano. Jestem zadowolony z takiego, a nie innego pożegnania Starego, Wybiedzonego i przywitania Nowego, Silnego i Pięknego Roku.

Był to mój pierwszy i mam nadzieje nie ostatni Sylwester w Bieszczadach, w "Chacie Socjologa" *. Już dawno nie bawiłem się tak wspaniale. Jeżeli kiedykolwiek będziesz w Bieszczadach nie omieszkaj zaglądnąć na Otryt, do "Chaty Socjologa". Jest to miejsce, które każdego przyciąga, do którego wracasz ilekroć jesteś ciąłem lub duchem w Bieszczadach.

Mało jest już takich miejsc...

Baltazar (1992)

* od czasu napisania tego artykułu dla Biuletynu Informacyjnego Studentów AGH (BIS) uczestniczyłem w 6 imprezach sylwestrowych i każda utwierdzała mnie w przekonaniu do Gór, Otrytu i Chaty.



Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011