Macho

Macho o gołębim sercu.

Są setki historii, które kojarzą mi się z Otrytem. Mało to dziwne, kiedy przez wiele lat spędzało się tam niemal każdą wolną chwilę... Kiedy więc Igor zaczął męczyć mnie, żebym coś napisał, miałem naprawdę duży problem co wybrać, o czym opowiedzieć, gdy tyle wspomnień jest dla mnie wciąż tak żywych, jakby ledwo co się zdarzyły.

Może mój pierwszy przyjazd, zimą .... roku, kiedy przed wejściem do Chaty musieliśmy na szybko spożyć cały przyniesiony alkohol, bo "w Chacie jest zakaz picia i palenia"...; albo któryś z kolejnych, tym razem letnich przyjazdów, kiedy zaspany Komisarz powitał nad ranem Malutkiego, Martina i mnie tekstem: "Co to, kurwa, za Otryt - jakichś dwóch punków i hipis w podartych spodniach!" (zgadnijcie: who was who?)...; a może fenomenalne rozmowy ze Szczupłym i Grądzkim na temat problemów osobistych, szczególnie inspirujące podczas kopania dołu pod kibel...; czy też przedwielkanocna rewolucja anarchistyczna, za którą E.L. mało nie wyrzuciła nas poza tzw. nawias Chaty, Klubu i społeczeństwa w ogóle...; lub wreszcie któreś ze wspaniałych i poetyckich encounters z cudownymi Otryckimi Kobietami... (chociaż nie, to chyba nie byłby najlepszy pomysł).

Te i wiele innych zdarzeń zapadły głęboko w moją pamięć i kształtującą się owymi czasy psychikę. Sam nie wiem, dlaczego jako reprezentację moich wspomnień otryckich zdecydowałem się wybrać właśnie to, błahe komisarz.jpg 15.3 KBskądinąd wydarzenie, którego zapewne nikt poza mną nie pamięta. Może to magia późnowiosennego słonecznego popołudnia, a może coś zupełnie innego? W każdym razie było tak:

Once upon a time… łaziłem sobie bez celu z moja ówczesną narzeczoną - Dorotą w okolicach Chaty, ujęcia, Lektorium. Słoneczko przyświecało przepięknie i było tak wspaniale ciepło, jak potrafi być chyba tylko w maju na Otrycie (późniejsze, letnie upały, to już zupełnie nie to samo). Traf chciał, że podczas tego leniwego spaceru, pochłonięty rozmową i urokami rozkwitającej wokół natury nie zauważyłem resztek starego drutu kolczastego, który kiedyś Witek i Anka ogrodzili swój ogródek warzywny, żeby im zwierzęta i turyści nie włazili w szkodę. Jak ostatnia pierdoła rozdarłem sobie na rzeczonym drucie spodnie oraz - do pewnego stopnia - nogę. Obrażenia nie były na szczęście zbyt ciężkie więc nie przejmując się nimi postanowiliśmy kontynuować nasz spacer.

Nagle, jakby spod ziemi, wyrosła nieopodal charakterystyczna postać: czarne oficerki (zaczynam od dołu) z charakterystycznym wybrzuszeniem niechybnie wskazującym na pokaźnych rozmiarów bagnet schowany w cholewie, dalej panterkowe spodnie zakończone szerokim wojskowym pasem z jakąś sakiewką lub (o zgrozo!) kaburą, mocno opięta koszulka bez rękawów (też panterka) i barczyste ramiona zakończone na samej górze gładko wystrzyżoną głową o charakterystycznym nosie i groźnym spojrzeniu orlich oczu. Ani chybi - Komisarz, pomyślałem. Szedł w naszą stronę wypatrując czegoś w trawie i coś jakby zbierając raz na jakiś czas. Wyglądało to trochę, jakby się pasł, ale nie - okazało się, że tropił młode żmije, których wiosną w tej okolicy całe multum, a co którąś "sznurówkę" wytropił to smyrał ją delikatnie palcem w koniec ogona i nakłaniał do schowania się w głębsze chaszcze, żeby jej ktoś niechcący nie nadepnął.

Mariusz oderwał się na chwilę od swoich podopiecznych i także nas zauważył. Już z daleka dostrzegł moją rozdartą nogawkę i ślady krwi na łydce, podbiegł więc natychmiast z pomocą. Kazał mi usiąść na trawie (żmij już nie było) i robiąc nam krótką pogadankę na temat niebezpiecznych następstw bliskiego spotkania z zardzewiałym drutem kolczastym wyciągnął z cholewy bagnet... Uff, nie amputował mi jednak nogi, skończyło się na rozcięciu spodni. "Nieładnie to wygląda - trzeba zdezynfekować" wydał wyrok.

pawlik.jpg 11.3 KB

Z sakiewki (tej przy pasie) wygrzebał ampułkę z jodyną...

...odgryzł jej szklany łepek i z grobową miną zerknął najpierw na mnie, potem na Dorotę...

...przechylił ampułkę nad moim zadrapaniem i z troską patrząc mi w oczy zapytał:

"Stary, wytrzymasz...?".

...

Andrzej Pawlik



Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011