Weekend

Weekend 27-29.01.2001
czyli
Autoportret z górami w tle

Pojechaliśmy nie Nubirą, ale tak, żeby sobie urozmaicić, Roverem Talara. Dobre autko, poleci ze dwie paczki, zwłaszcza jak Talar ma dobry nastrój i jest wypoczęty. Założenie było, że jedziemy na Otryt, ale zajechaliśmy do Jagi na Rusinową Polanę i zostaliśmy.

Rano w sobotę było minus 15oC. I bardzo dobrze, nareszcie trochę zimy. To nam się podobało zwłaszcza, że mieliśmy ambitne plany wycieczkowe: Muczne, Obnoga, Halicz, Beniowa i Muczne powrót. Samochodem podjechaliśmy do Mucznego, ale dopiero o dwunastej, kupiliśmy po drodze trzy piwka i wino do chaty na Obnodze. W chacie byliśmy po pierwszej. No i po obiadku zrobiło się wpół do trzeciej. Ale trudno, idziemy w góry.kurowski.jpg 15.3 KB Podejście na Bukowe Berdo już po nocy trawersem z pominięciem skałek Krzemienia. Niebo rozgwieżdżone, cisza aż szumi w głowie, ale w sumie ciepło, minus dwa bez wiatru, a więc dość kameralnie. Na Haliczu byliśmy o dwunastej i na samym szczycie drobna przekąska. Wysuszyło nas, ale mimo wszystko herbatę postanowiliśmy zagotować na "Trumnie" po zejściu ze szczytu. Tam spotkała nas niespodzianka - dwóch facetów śpi na śniegu w śpiworach pod gołym niebem.

Wyraziliśmy swoje uznanie i idziemy dalej. Kierunek: wschód, azymut: Beniowa. Po drodze herbatka z roztopionego śniegu, bardzo zasłużona, dająca "power" na dalsze godziny marszu. I to te najtrudniejsze, w lesie. W międzyczasie temperatura spadła do minus 17oC. W dnie doliny potoku Halicz staram się znaleźć ten potok na ucho, bo przecież zawsze mi szumiał. Ale tym razem przykryty pod grubą skorupą lodu już nie stanowi akustycznego drogowskazu. A więc koncentracja na kompasie. Idziemy dalej w tej leśnej głuszy i nieskażonej czerni. Pojawia się uczucie odrealnienia. 22.30 a my w lesie. Pojawiają się pierwsze skutki zmęczenia. Przestajemy się do siebie odzywać, żeby zaoszczędzić energię. Nagle łapiemy stary, przedwojenny nasyp kolejki wąskotorowej. I bardzo dobrze, teraz jak po sznurku.

O północy byliśmy przy bramie Parku, na Bukowcu. W Bacówce na Beniowej o pierwszej. A więc trzynaście godzin marszu. Ramiona i nogi bolą. Podgrzewamy piwko i chwalimy techniczną niezawodność benzynowej maszynki MSR. Kładziemy się do puchowych śpiworów obowiązkowo chowając buty do środka. Następnego dnia piękne słońce, powrót szosą do Mucznego. Z Mucznego samochodem do Smereka na basen i leżenie w saunie, pełna regeneracja sił.

Piotr Kurowski



Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011