... i po zjezdzie.

... i po zjezdzie.

Tym którzy nie dojechali na nasz Zjazd Sentymentalny wypada złożyć krótki raport.

1. OTRYT. Przepiękny - nie zawsze trafia sie takie babie lato, czasem zimny deszcz i wiatr obdziera drzewa z liści jeszcze we wrześniu, zanim nabiorą tych pełnych kolorów. Tym razem - bajka, brak słów by to opisać.

2. OTRYT GÓRNY. Pierwsze zdziwienie - Chata otoczona już niemal ze wszystkich stron lasem - drzewa które sadziliśmy kilkanaście lat temu i modrzewie sadzone przez leśnych są teraz wyższe od Chaty. Między nimi kłębi się olcha i inny chwast. Na górnym Otrycie rządzi już nowe pokolenie - emeryci tacy jak buk spod drewutni, rosochata jodła znad Arturówki czy jesion koło Lektorium to ostatki starodrzewu, mocno już sterane.

3. CHATA. W tym otoczeniu wydaje się jakaś mniejsza. W środku kilka zmian, modernizacji - mimo to widać że Chata się posunęła. To chyba jedyna przykrość związana z tym wyjazdem - przekonać się że Chata ma taką właściwość jak wszystko i wszyscy - starzeje się.

4. LUDZIE. W całym zamieszaniu zapomniałem policzyć - zebrała się nas chyba liczna gromada - czy nie ponad 20 osób? Okazuje się jednak, że zawsze kogoś brak - bo gdyby tak jeszcze Henio Banaszak, albo Gierbisz, albo Marucha, albo Wicia, albo Boguś, Belwit, Młody, Grądzki ... Ale wszyscy bardzo chcieli i ciągnęli na Otryt jak kto mógł. Oli i Przemka nie powstrzymał nawet wypadek i rozbicie samochodu po drodze ... Nie wyliczając osób towarzyszących i dzieci mieliśmy więc: Elkę i Belkę, Maria, Kaśkę, Gwizdka, Waldka z Łodzi, Komisarza, Izę, Madzię, Agnieszkę Karpowicz, Kube Fotografa, Ariadnę, Filipa, Kubę Antoszewskiego, Olę, Przemka, Kostrzewskiego, oboje Pawlików, wpadł Waldek Witkowski, jeszcze Malina i ja - ekipa jakby z jakiegoś obozu sprzed kilkunastu lat.

5. DZIECI. To nowość dla mnie i niespodzianka. Jako ojciec 5,5 -latka przywiezionego tam pierwszy raz byłem pełen obaw. Okazało się, że dzieciaki - zwłaszcza w grupie - radzą sobie wyśmienicie. Wychodzą z kraks samochodowych, włażą dzielnie na Górę ciągnąc na plecach swoje skarby. Świetnie adaptują się w Chacie. Potem mówią do ciebie "wujku" i domagają się "Wypić wypijemy"...

6. NO I CO? No właśnie - i co z tego wszystkiego wynikło? Pomijając przygody związane z przyjazdem i wyjazdem - żadnych ekscesów. Ludzie postarzeli się, są dojrzalsi, spokojniejsi, jakoś spełnieni. Kiedy spotkali się na Górze, stworzyli znowu tę samą grupę harmonijnie współpracującą w oparciu o te same zasady.

Największym wydarzeniem zjazdu jest to, że nic się nie stało. Było fantastycznie normalnie i jak zwykle nadzwyczajnie.

7. CO DALEJ? Zjazd był towarzyskim sukcesem. Stąd różne propozycje by spotkać się znowu - w poniedziałek, na wiosnę, za rok, za 10 lat ... W tym wszystkim było też drugie dno - i pytanie czy ten sentymentalny zjazd spowoduje jakiś powrót naszej grupy do środowiska, którego zadaniem jest utrzymywanie Chaty i prowadzenie jakiejś społecznie użytecznej działalności?

To pytanie do każdego z nas z osobna - czy chce, czy potrafi pomóc.

Marek "Malutki" Parzydło



Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011