IV Dni Filmowe

IV Dni Filmowe
10-13 listopada 2005

No tak... Dni filmowe... Tegoroczny długi weekend listopadowy w Chacie, spędziliśmy w nie tak znowu licznym gronie (niecałe 40 osób), oglądając filmy ukraińskie.

W starej Chacie podobne imprezy odbyły się kilkakrotnie. Teraz, kiedy mamy nową, wspaniałą Chatę nadszedł czas, aby znowu odbywały się tu obozy i imprezy różnego rodzaju. Jakiś czas temu pojawiło się kilka głosów dotyczących wznowienia dni filmowych na Otrycie, tylko potrzebowaliśmy impulsu do rozpoczęcia działań. W końcu Biały skontaktował się z kilkoma osobami , które znają się trochę na kinie, lub bywały na poprzednich dniach filmowych m.in. Patrykiem, Igorem i Andrzejem Gołosiem i sprawa nabrała rozpędu. Zdecydowaliśmy się obejrzeć filmy ukraińskie. Część dostaliśmy od Tadeusza Olszańskiego i część od mojego znajomego - Marabuta. W międzyczasie były debaty nad terminem, plakatami, kwestiami technicznymi i ostatecznym repertuarem...

Większość ludzi dotarła w czwartek na wieczór lub w nocy. Ja na górę doszłam z Anią Tabaczek i Krzysiem oraz ekipą Piotra Kurowskiego, którą spotkaliśmy po drodze, na miejscu wylądowaliśmy o 2 w nocy, a sporo ludzi już było na miejscu. Powitały nas wiadomości o „drobnym" wypadku, który skończył się dla Ewy ręką w gipsie na ładnych kilka tygodni.

Atmosfera była super, wszyscy dobrze się bawili. W dzień jak to zwykle bywa na dużych imprezach – trochę lenistwa, woda, drewno do kominka, drobne prace budowlane, zakupy, kuchnia (muszę powiedzieć, że naprawdę potrafimy całkiem dobre jedzonko zrobić na tyle osób) - Andy szalał ze spagetti, a my z żurkiem (równie pysznym jak spagetti). Pogoda była super - jesiennie, mglisto, momentami wietrznie, ale nie padało, wobec tego spacery, zdjęcia i okupowanie służbówki na mniej lub bardziej poważne rozmowy.

Sporo turystów zachodziło na herbatkę. Byli pod wrażeniem Chaty i oczywiście pomysłu kina na Otrycie. Odwiedził nas również GOPR, przyjechali na ćwiczenia, co po wypadu Ewy wzbudziło dużo radochy i żartów w stylu „jeśli ktoś ma zamiar się jeszcze uszkadzać, to niech zrobi to teraz...", niestety okazało się, że jednak mamy jeszcze jednego rannego, a mianowicie Michała z uszkodzonym kolanem. Sympatyczni ratownicy zwieźli go na dół. Muszę zauważyć, że pod względem zdrowotnym nie mieliśmy fartu, ale na szczęście, na tym zakończyliśmy feralną serię, a patrząc bardziej optymistycznie zawsze miło jest potem powspominać. A w dodatku lekarze ze szpitala z Ustrzyk Dolnych zaczynają kojarzyć Chatę Socjologa. (Miejmy nadzieję, że pomimo wszystko nie jest to zła sława...)

Wieczorami (w listopadzie wcześnie się robi ciemno) zasiadaliśmy w sali kominkowej przerobionej na kinową, ze wspaniałym ekranem z prześcieradła i „fotelami". Obejrzeliśmy kilka filmów – „Cienie zapomnianych przodków", „Kozaki idut" oraz „Mamay" i kilka filmików z Pomarańczowej Rewolucji, często bardzo zabawnych. Były to filmy głównie historyczne, o Kozakach, bardzo ciekawie pokazywały m.in. stosunek do „niedobrych Polaków" i różnych odrębnych kwestii, ale aby o tym rozmawiać, to trzeba było być na dniach filmowych i obejrzeć? Żałujcie i zapraszam na następne...

Rekordy popularności biła kronika filmowa w postaci teledysku z Mappetów (jeszcze przez kilka dobrych dni po powrocie, krążyło mi po głowie „Manana na...", ciekawe czy Wam też???). Nastrój super, dzięki Ani krążył popcorn, oprócz tego od czasu do czasu coś na wzmocnienie. Oczywiście, mimo poważnych treści, często niemłodych filmów, było mnóstwo śmiechu. Jestem bardzo zadowolona, że dużo osób miało ochotę obejrzeć te filmy i co więcej porozmawiać o nich w żywej dyskusji. Co niekoniecznie było łatwe, ze względu na problem z polskimi dialogami. Wszystko odbyło się bardzo sympatycznie i na luzie, oglądaliśmy tak długo, jak starczało ochoty, potem gitara, śpiew i impreza...

Najważniejsze, że wszyscy mieli dobre humory, było mnóstwo śmiechu i dobrej zabawy.

Myślę, że oglądanie filmów na Otrycie to coś niesamowitego, drewno, świece, ogień na kominku, odludzie, brak cywilizacji i „duży ekran"... za oknem jesienne mgły, długie wieczory i połoniny... po prostu rewelacja, klimat pierwsza klasa. Bawiłam się świetnie.

Teraz wystarczy poczekać rok i następne - V Dni Filmowe na Otrycie, na pewno jeszcze lepsze i jeszcze bardziej udane...

KOMETA
Magda Kołodziejczyk



Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011