Zerówka 1985

Zapiski z obozu dla roku zerowego
Wydziału Socjologii UW
w „Chacie Socjologa" (Otryt, 1985 r.)

28 sierpnia

Poszedłem do redakcji Colloquii Communii na zebranie Klubu Otryckiego w związku z obozem górskim. Trochę osób, większość z socjologii. Jeden znajomy, siedział obok mnie na pisemnym egzaminie z polskiego .

1 września

Dziś wyjazd. Wstaję o piątej. Na dworcu jest Artur , kierownik obozu i jeden z nas, zerówkowiczów, Jarek Kilias. Powoli schodzi się reszta (ostatecznie jest nas czternaścioro).

Wsiadamy do „Soliny", ale okazuje się, że te wagony odłączą w Przemyślu, więc przesiadamy się (a jest z tym trochę kłopotu).

Do Ustrzyk Dolnych przyjeżdżamy o szesnastej (wcześniej przez 50 minut przejeżdżamy przez administrację sowiecką). Idziemy do „Restauracji Turystycznej" a potem wsiadamy w pekaes i jedziemy do Dwernika. Widzimy wystawę rzeźb „Bies i czady" . Włazimy na Otryt. Chociaż mam plecak i żadnej wprawy, zasuwam z Kiliasem. Nieźle nam to idzie. 18.20 - jesteśmy. Schodzimy pomóc innym nieść plecaki i znów wszystkich wyprzedzamy. Chata jest fajna. Mieszka tu Witek (od trzech lat) i teraz Henryk (od statystyki z Socjologii). Pierwszy wieczór, gitara. Idziemy spać o 23.00.

2 września

Mgła. Trzeba zejść do Lutowisk po prowiant. Artur wybiera oczywiście mnie i Kiliasa. Zejście jest ciekawe, miejscami trudne. 45 i 32 min. Kupujemy dżem, makaron, chleb itd. oraz sześć butelek Krakusa. W restauracji „Pod Żubrem" zamawiamy flaki i po dwa piwa kuflowe. Tu przeczekujemy burzę. Podejście jest okropne, mokro, ślisko, ale mimo to idziemy szybciej. W Chacie czeka na nas barszcz. Wieczorem w sali kominkowej głośne czytanie Herberta. Wieczorem odwiedzają nas tubylcy. Zapoznaję się z kulturalnym piciem na Otrycie:

- Piję ku tobie (perswaduję w twoje ręce).
- Bynajmniej nie jest mi to obojętne.

Krakus jest okropny, ale śpiewa się fajnie.

3 września

Rano rąbiemy drzewo. Inni idą na wycieczkę nad San. Jest piękne słońce, opalam się więc i czytam książkę. Kręcą się ciągle turyści. Potem schodzimy do Chmiela, gdzie przy szosie spotykamy się z całą grupą. Ma przybyć wóz z transportem z Uniwerka, ale nie zjawia się (dopiero w nocy). Wracamy innym szlakiem.

Śpiewamy do północy.

4 września

Ulewa. Wilgoć. Targam z ujęcia dwa wiadra wody. Znów schodzimy po prowiant: Kilias, Heniek i Jurek Szczupaczewski - redaktor naczelny Colloquii Communii. Leje i jest błoto a ja mam czapkę zamiast kaptura. Przemoczeni, jemy pod Żubrem żurek i jajecznicę. Piwa nie ma, bo... nie ma prądu.

Przybywa Marek, ten, z którym siedziałem w ławce na pisemnym egzaminie z polskiego.

Teraz i ja gram na gitarce (dwa numery Grzesiuka).

5 września

Z Kiliasem i Arturem pracuję przy północnym ujęciu wody. Robimy tam drewniane stopnie. Tniemy gałęzie, które po obróbce siekierą montuje w ziemi Artur. Marek z Heńkiem tachają kamienie. W kilka osób idziemy na Trohaniec, ale Heniek nie znajduje szczytu.

Schodzimy potem do Jurka Dwatysięce, którego widzieliśmy 1 września w pekaesie. Nosi beskidzki kapelusz. Piękny pokój (skóry i poroża na ścianach), pijemy herbatę.

Cztery osoby nie wracają na czas na Otryt. Jest już noc a oni nie mieli latarek. Wieczór dość smutny.

6 września

Wrócili o północy.

Pod wodzą Heńka robimy (od godziny siódmej do siedemnastej) wyprawę: Ustrzyki Górne - Połonina Caryńska - Magura Stuposiańska - Dwernik. Mgła, widoki tylko przed Magurą, a potem ulewa. Bierzemy kąpiel w lektorium.

7 września

Pogoda w kratkę, pada nawet grad. Mam dziś całodniową wachtę z Markiem i Magdą . Wieczorem dzielimy się na dwa obozy: Mlekopijów i Krakusów. Dyskusja wspaniała. Siedzimy do trzeciej nad smakołykami.

8 września

Niedziela. Część dziewczyn organizuje sobie „mszę". Spotkanie organizacyjne: Jurek jest niezadowolony.

Gramy w piłkę: Studenci (Artur, Leszek [prezes], Jarecki [filozofia] i Marek Kowalski [socjologia]) kontra Zerówkarze. Wynik 5:3. Robimy zbiórkę drewna. Heniek opowiada nam o studiach na socjologii.

9 września

Artur i dwie osoby wyjeżdżają. „Gąsienicowo" zbieramy wodę. Zejście do Lutowisk. W restauracji spotykamy Marka Komandosa. W sklepie nie ma warzyw, więc Jurek i chłopcy jadą do Czarnej a ja z towarem wracam SAM.

Pierwsza dyskusja filozoficzna. Losujemy kto ma z Witkiem jechać do Sanoka. Pada na mnie.

10 września

Do Sanoka nie jedziemy; pogoda okropna. Z Jareckim zbieram zabłocone drzewo. Sami je rżniemy i rąbiemy. Czytam na górze pożyczone 622 upadki Bunga Witkacego. Prelekcja o komunach w USA. Nawet biorę udział w dyskusji.

Śpiewam też stare country.

11 września

Heniek z grupą idzie na wycieczkę; Jurek Szczupaczewski, Marek Parzydło, Jarecki i ja idziemy na Skorodne na wypas. Marek Komandos zerżnięty w sztok. Pijemy, siedzimy, rozmawiamy u Bartka Przekornego - Piotra Brzezińskiego, poety i mitomana.

Urodzony w 1934 roku na Targówku (ul.Mokra). Internowany w 1979(?!) do Sierpnia. Kolega szkolny Wisławy Szymborskiej (na podstawie rozmowy z Bartkiem).

Piwo, grzaniec wina, miodzik, parówki i ser topiony. Słuchamy radiowej transmisji z meczu Belgia-Polska (0:0). Oparzyłem się herbatą, Bartek leczy mnie dotykiem (skutecznie!).

- Co ty tam piszesz? - (gdy przepisuję sobie jego wiersze z gazet).

Odchodzimy, jego postać w drzwiach, pod światło.

Wracamy w nocy na cyku. Adidasy mi się rozlatują, więc wchodzę na Otryt... w samych skarpetkach (po raz pierwszy w historii?).

12 września

Marek Kowalski wyjeżdża. Na dwudniową wycieczkę idą Jurek, Marek Parzydło i Jarecki.

Nosimy wodę gąsienicowo. Wilgoć, mgła i deszcz. Skrajne nudy, dekadentyzm. Nawet nie ma ognia w kominku. Żyjemy od posiłku do posiłku. Dziś nawet nie żal wyjechać.

13 września

Rano wstaję z Kiliasem. Rozmawiamy jeszcze z Heńkiem i wyruszamy do Dwernika. Błoto cholerne, boimy się, że nie zdążymy na pekaes. Jedzie z nami też Witek. O dziesiątej jesteśmy w Ustrzykach. W „Turystycznej" siedzimy nad herbatą. Żegnamy się z Witkiem i jedziemy pekaesem do Przemyśla, gdzie wsiadamy w pociąg i o dwudziestej trzeciej jesteśmy w Warszawie.

Grzegorz Piórkowski



Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011