Śladami Taty

Otryt. Słowo znane mi od najmłod-szych lat. Znane, ale wcale do końca nie wiedziałam, o co tak właściwie chodzi z tym całym Otrytem. Tata starał się wyjaśnić mi to, ale te całe zjazdy, barany, chaty były dla mnie jakoś niezbyt nadzwyczajne. Ot, zjeż-dżają się znajomi, bo się lubią i chcą spędzić ze sobą miłe chwile.

Kiedy chata spaliła się, wiedziałam, że dla taty stało się coś strasznego, ale nie potrafiłam mu tak współczuć tak, jak współczuli sobie nawzajem inni otrytczycy.

Kiedy więc zaproponował mi i Kac-prowi wyjazd na Otryt, żeby nieco pomóc w odbudowie chaty nie miałam nic przeciwko- chciałam poczuć na własnej skórze magię tego miejsca, zrozumieć, o co w tym tak naprawdę chodzi i jaki jest cel tego wszystkiego. Tak naprawdę nie zrozumiem nigdy, jak było na Otrycie, kiedy mój tata jeździł tam, kiedy nawet nie było mnie w planach (chociaż tu pojawia się słynna Arturówka...) - czasy mamy inne niż wtedy, jest inaczej w Polsce. Napiszę więc to, co ja osobiście odczułam i moje spostrzeżenia w nowej chacie.

Kiedy stanęliśmy pod drogowskazem z napisem: „Chata Socjologa 1h 30 min", pomyślałam:

„No, nazywa się to fajnie. Taka... intrygująca, przywodzi mi na myśl jakiś gawędziarzy, którzy wymieniają się poglądami." To może wydawać się śmieszne, to moje skojarzenie, ale dla mnie Otryt jest bardzo odpowiednim miejscem na spotkania tego typu.

Przy tabliczce informującej, że zosta-ło nam do chaty jeszcze 20 minut, byłam podekscytowana. Pod samą chatę przybyliśmy, kiedy już się ściem-niało. Zdołałam jednak przyjrzeć się jej z zewnątrz. Robi niesamowite wra-żenie. Jest taką ostoją dla tych, którzy chcą oderwać się od codzienności, pobyć z dala od całego świata. Kiedy teraz przywracam jej obraz w pamięci, to właśnie przywodzi mi na myśl. Co więcej, ja właśnie tak się tam czułam.

Byliśmy z ojcem pierwsi (jeśli nie li-czyć gospodarza). W środku unosi się miły zapach drewna. Nie jest tam może jeszcze tak okazale jak zapewne przed spaleniem, ale przynajmniej znośnie- zależy, jak kto jest wymagają-cy. Mnie było tam dobrze. Najbardziej polubiłam wieczory, kiedy wszyscy razem siedzieliśmy przy zapalonych świecach (gdyby tam pojawił się prąd, to- powiem wprost- byłoby beznadziejnie) i rozmawialiśmy. Taka miła atmosfera.

Przyznam się, że na początku żyłam w strachu, żeby czegoś głupiego nie palnąć albo żeby kogoś nie urazić. Może nawet popełniłam jakąś gafę, ale nikt nie dał mi tego odczuć.

Inną rzeczą, jaką bardzo polubiłam na Otrycie, było mycie się w strumyku. Gorzej

z noszeniem wody, ale nie musiałam tego robić. Miło jest też połazić sobie po drzewach i rozkoszować się tym, że nikt cię nie widzi. Jedno drzewo bardzo mi przypadło do gustu. Dni mijały mi na wspólnym sprzątaniu chaty (moja nadgorliwość bawiła, bo po moich porządkach nie można było niczego znaleźć - ale, przysięgam, to niespe-cjalnie), rzucaniu patyków Kazanowi, łażeniu na spacery i po drzewach, pomocy przy przygotowaniu posiłków. Podobało mi się wspólne organizowanie czasu.

Czekała jednak na mnie szkoła, trzeba było z Kacprem wracać. Miałam taką ochotę zostać. Co gorsza, okazało się potem, że do tej szkoły niespecjalnie musiałam tak jechać, bo sprawdziany i niektóre lekcje odwołano.

W sumie na Otrycie spędziłam tylko 4 dni, ale przyznam, że wypoczęłam. Cieszę się, że właściwie zawsze mogę tam wrócić. Rozumiem teraz, dlaczego otrytczykom tak zależy na odbudowa-niu jej. Tam jest po prostu cudownie. Wróciłam szczęśliwa, choć z żalem, ze tak krótko. Na przystanku w Lutowi-skach, kiedy autobus się spóźniał, mieliśmy z Kacprem wracać: „co, to nie nasza wina, że on się spóźnił, no nie, tato?", ale niestety, kiedy już pra-wie dojrzeliśmy do tej decyzji, to przy-jechał. Ochotę powrotu mieliśmy też, kiedy złapał nasz grad wielkości moich paznokci, oraz kiedy zauważyliśmy na błocie ślady wilka (to na pewno był wilk).

O Otrycie opowiadałam w szkole z dumą. Zastanawiam się, czy nie zaproponować mojej klasie wycieczki na Otryt. Ja na pewno kiedyś pojadę tam jeszcze nie raz..

Narol, czerwiec 2005 r.
Olga Grądzka, 17 lat



Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011