Otryt Nowicjusza

Z weną było ciężko, ale jak się obiecało... Uwaga! Patetycznie, jak na 1-go Maja?

Pierwszy kontakt z Otrytem zaczął się dla mnie wraz z lakonicznymi wzmiankami kolegi o tym tajemni-czym miejscu. Były one wystarczająco intrygujące, by z zadziwiającą pewno-ścią zmierzyć na ich spotkanie.

Konfrontacja wyobrażeń z rzeczy-wistością nastąpiła wraz z postawie-niem stóp u podnóża góry w Dwerniku. Wyekwipowany w 9 numerów telefonów do Otrytczyków będących w Chacie ("bo telefony mogą być wyciszone, lub ich właści-ciele...") oraz survivalowe opowieści o zachowaniu podczas spotkania z niedźwiedziami i wilkami rozpoczynam przygodę...

OTRYT NOWICJUSZA

Podejście pod górę Otrytu jest samo w sobie inicjacją, przygotowaniem na spotkanie. Jest to ostatni moment na zastanowienie się nad możliwością zawrócenia i ucieczki przed nieznanym. Potem Chata wchłonie. Może niektórych wypluje, ale na pewno nie pozostawi obojętnymi.

Pierwszy moment po przekroczeniu progu chaty „gdzie cisza nocna nie obowiązuje" to uderzająca wraz z oparami dymu kominkowego, cytrynówki i specyficznego zapachu higieny fala pozytywnego nastawiania do no-woprzybyłego. Bezpośrednie, szczere przyjęcie przez ludzi. Otwarcie na nowych i innych. Nieco później można je już pełnoprawnie uznać za poczucie pełnej wzajemnej akceptacji. Aprobaty osób, o czasami kompletnie innych poglądach, wyznaniach, wywodzących się z róż-nych środowisk i o przecież tak wyrazistych charakterach. Charakte-rach, które popchnęły ich do mozolnego podchodzenia pod górę i znalezienia się w tym miejscu, gdzie czeka ich sławojka w lesie (o zapraszająco otwartych drzwiach), a szczytem luksusu jest prysznic wła-snoręcznie zasilany wodą z kubka. Ale spotyka ich też coś więcej. Ogromny kredyt zaufania, spontaniczność w pomocy i udzielaniu się, który u "Nowego Otrytczyka" wywołuje chęć zrewanżowania się za otrzymane dobro. Wspaniale jest patrzeć jak, w tej wspierającej atmosferze, jedni szybciej inni w swoim czasie, otwierają się na siebie i dzielą się sobą, swoimi talentami i bynajmniej czymś jeszcze...

Jakże zatracona została w dzisiej-szych czasach ta magia, której ostoją jest chata Socjologa na Otrycie. Magia ocierająca się o pierwotną potrzebę bycia z drugim człowiekiem.

A poza tym to bardzo piękne miejsce!

S. czyli Nowy Otrytczyk



Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011