Otrycka Wytwórnia Filmowa (OWF)

Właśnie zacząłem się zastanawiać, ile to już lat istnieje nasza Otrycka Wytwórnia Filmowa. Jak by nie patrzeć to już cztery okrągłe lata. Może to jeszcze nie Hollywood, ale na pewno już

OtrytWood i jak na nasze możliwości spełnia swoje zadanie, czyli dostarcza rozrywki. Czasem może nawet coś więcej...

Wszystko zaczęło się w styczniu 2005 roku. Kilka dni wcześniej przyszedł na świat mój syn Oleg. Żona wyszła ze szpitala, a ja akurat poczułem w sobie wenę. Fajnie byłoby stworzyć coś nowego. Coś, czego jeszcze nie było. I wtedy właśnie powstał pomysł pierwszego filmu otryckiego – „1 maja na Otrycie". Impulsem do jego powstania były spotkania w knajpce na Starym Mieście, gdzie sympatycy i klubowicze mieli okazję obejrzenia surowego materiału VHS z majowego wyjazdu na Otryt. To było jeszcze w 2001 roku. Musiały zatem upłynąć cztery długie lata za nim zarodek przerodził się w filmowe dziecko.

Montaż pierwszego filmu zajął bite dwa tygodnie. W przerwach między tworzeniem ujęć filmowych, przycinania, wyszukiwania, kopiowania, dobierania muzyki, starałem się pomagać żonie i zajmować się małym Olegiem. Teraz, przez pryzmat lat, biję się w piersi, że za dużo czasu poświęciłem temu projektowi, ale mam nadzieję, że zostało mi to wybaczone i zajęcie to nie pozwoliło mi zapomnieć całkowicie o najbliższych.

Premiera pierwszego filmu OWF odbyła się podczas ostatków otryckich w 2005 roku. Pozytywna reakcja widowni na film przerosła moje najśmielsze oczekiwania i dała kopa na przyszłość. A jednak warto było poświęcić swój czas! To był prawdziwy impuls do kontynuowania tego przedsięwzięcia.

Kolejne produkcje powstały w 2006 roku. Były to filmy o Marcinie Ząbku „Zombie'm" i Mariuszu Twardowskim „Komisarzu". Wtedy po raz pierwszy pojawiła się oficjalnie nazwa Otrycka Wytwórnia Filmowa oraz czołówka filmowa, która od tej pory towarzyszy wszystkim produkcjom otryckim. Podobnie jak w przypadku pierwszego filmu ich premiera miała miejsce podczas klubowych ostatków w klubie „Apartament". Filmy zostały przeznaczone na aukcję. Osiągnęły całkiem przyzwoitą cenę.

Kolejne wyzwanie to dwa filmy o Marasie (Marcinie Smoliku), które powstały na zakończenie „gospodarzowania" przez tego ostatniego. Premiera miała miejsce w „Chacie Socjologa" bodaj w marcu 2007 roku. Był to film, który jak dotąd wymagał największego zaangażowania ludzkiego i czasowego. Nakręciliśmy sceny specjalnie pod kątem jego stworzenia. Chodzenie z mikrofonem i kamerą przy Galerii Mokotów to niezapomniane wspomnienie. Trzeba było przełamać tremę i wyjść do ludzi. Zabawa była przednia. „Z kim pani kojarzy się Marcin Smolik? To chyba... taki piłkarz". I wiele innych sytuacji. Ludzie jednak boją się kamery. Przygotowanie dwóch filmów dla Marcina zajęło jakieś dwa miesiące.

Potem powstał krótki film dla Moniki i Jasia Wasilewiczów z okazji ich ślubu. To była najszybciej powstała produkcja. Dzwoni Kometka na dwa dni przed weselem: „Misiu, może ci się uda coś zrobić dla Jasiów". Nie da się. A jednak się dało. Znowu sprawdziło się ludowe powiedzenie, że „nie da się, to parasola w dupie otworzyć". To był najszybciej zrobiony film. Jego powstanie kosztowało kilka godzin.

Kolejnym zmontowanym materiałem był film na 50 urodziny Julka Głowackiego „Jula". Od momentu powstania koncepcji do zmontowania ostatniej sceny minęły blisko 3 miesiące. Najwięcej czasu zabrało zebranie materiałów archiwalnych z Internetu, które były ilustracją pięćdziesięcioletniego żywota głównego bohatera. Potem zdjęcia historyczne Jula. Znalezienie stosownej muzyki, odpowiednich fragmentów z materiału filmowego. Montaż. Ostatnie sceny powstały o godzinie 23 w nocy – na piętnaście minut przed przekazaniem płyty osobom, które jako ostatnie wyjeżdżały na urodziny Jula... na Otryt. Niestety nie miałem możliwości uczestniczenia w premierze. Jednak największym podziękowaniem za włożoną pracę były łzy wzruszenia Jula podczas oglądania premierowego pokazu... Naprawdę duża satysfakcja.

Od początku swego istnienia OWF (nie mylić z OWP!) borykała się z problemami. Były to przede wszystkim problemy techniczne wynikające ze sprzętu, na którym powstawały filmy. Ileż ja się naprzeklinałem. Najpopularniejszym słowem, które padało podczas montażu to słowo, które w łacinie oznacza zakręt. Zdarzały się jednak bardziej wymyślne. Już w zasadzie scena była skończona, a tu bach i resetował się komputer, albo zawieszał... Ileż wypalonych fajek w poszukiwaniu weny, konsultacji telefonicznych, wypitego piwa i nalewek. Były chwile zwątpienia. Nie zdążę. Nie ma szans. Pieprzony komputer. Pieprzony mikrofon. Pieprzony program. Wszystko pieprzone. A jednak. Za każdym razem się udawało. Na piętnaście minut przed deadlinem. Na półgodziny przed. Na piętnaście minut...

Nie inaczej było przy ostatniej produkcji OWF. Film o Czajkach dla Czajek. Film powstał dzięki pomocy Marcina Ząbka, który wypożyczył swój nowy laptop. Mój komputer odmówił w tym czasie posłuszeństwa. Znowu ponad miesiąc prac koncepcyjno-montażowych. W tym czasie Julo okazał się nieocenionym pomocnikiem. Był współscenarzystą i recenzentem. Kilkanaście godzin rozmów telefonicznych i konsultacji przed komputerem. I znowu, jak to już tradycyjnie bywa, film w wersji finałowej powstał na 45 minut przed ślubem Igorków. I do tego ostateczny plik miał przesunięty głos względem obrazu. Na ślub spóźniliśmy się o 10 minut. Finał jednak okazał się nadzwyczajny. Głos zrównał się z obrazem! To był jakiś fart, albo cud. Produkcja otrycka zrobiła furorę na weselu. To fantastyczne uczucie – satysfakcja. Potwierdzenie tego, że ma to wszystko sens. Tworzenie dla samego tworzenia nie miałoby racji bytu. Jak mawiał Alfred Hitchcock: „Film jest zły wtedy, jeśli ktokolwiek z publiczności chociaż na chwilę może odwrócić oczy od ekranu". Wierzę, że produkcje OWF nie zaliczają się do takich, od których można odwrócić oczy. Przynajmniej oglądając je po raz pierwszy.

Wspominałem już o kilku osobach, które wydatnie przyczyniły się do powstania produkcji OWF. Bez wątpienia ich pomoc była nieoceniona. Dodawała pewności siebie, otuchy w chwilach zwątpienia i braku natchnienia. Bez takich osób jak m.in. Igor Czajka, Beata i Julo Głowaccy, Krzysiek Tymicki, Marek Grotowski, Kometka, moja żona i w końcu Andrzej Pawlik, który sfinansował zakup legalnego, nowego oprogramowania dla OWF, wiele filmów by pewnie nie powstało. Jak zwykle to bywa, tam gdzie angażuje się więcej osób, tam efekty są większe.

Przed OWF jeszcze wiele do zrobienia. Wiele nowych wyzwań, rzekłbym. Pomysły chodzą mi po głowie. Z pewnością jednym z pierwszych nowych filmów, który powstanie, będzie film poświęcony historii „Chaty Socjologa". Jest również parę osób, które doczekają się w końcu materiału o sobie. Z pewnością w krzywym zwierciadle. Może w końcu „Blair Witch Otryt Project"?

Michał „exRadny" Aleksandrowicz

Ps. Jeżeli ktoś posiada archiwalne materiały filmowe z Otrytu, proszę o ich przekazanie do Rady Otryckiej. Niestety największym zmartwieniem OWF jest skromne archiwum filmowe. To niestety ogranicza kreatywność i możliwości. Może warto pomyśleć o zakupie kamery klubowej, która w przyszłości towarzyszyłaby podczas ważnych wydarzeń otryckich.



Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011