O naszej Górze

Góra i jej miana

Otryt to liczące około osiemnastu ki-lometrów długości, słabo rozgałęzione pasmo górskie, zaczynające się nieco powyżej ujścia Smolnika do Sanu, a kończące przełomem Sanu powyżej Rajskiego. Jest to typowy dla Bieszczadów „ruszt" górski, podobnie jak równoległe Ostre, Żuków i pasmo Połonin. Przedłużeniem otryckiego „rusztu" są wzgórza i pasma, oddzielające zlewisko Sanu od zlewiska Stryja: Kiczerka, Łysania (tu wododział jest przerwany podwójnym przełomem Sanu), Czerwony Wierch i Siańskie. Na zachodnim krańcu za przedłużenie Otrytu można uznać oddzieloną odeń Sanem Tołstą.

Sama nazwa Otryt/Odryt (co jest ty-powym wahaniem zapisu lokalnej wy-mowy) jest niejasna. Z pewnością nie jest słowiańska. Niewykluczony jest jej związek z trackim rdzeniem atr/otr, zachowanym w nazwach Tatry, Fatra, Matra, Lotru (pasmo górskie i rzeka w Rumunii). Jeśli tak – musiała mieć ona kiedyś szersze znaczenie, może równo-ważne dzisiejszym Bieszczadom? Do dziś Otryt jest przecież barierą, dzielącą pogórza od „prawdziwych" gór. To jednak tylko przypuszczenia, których jednoznaczna weryfikacja raczej nie będzie możliwa.

W 1991 r. usłyszałem od przedwojennego listonosza ze Smolnika nad Osławą nazwę Otryt na określenie Wysokiego Działu (pasma Chryszczata – Wołosań). Potwierdzałoby niegdy-siejsze znacznie szersze występowanie tej nazwy, a także – sugestię o jej „ukrytym znaczeniu": pasmo górskie jako takie. Ale to też jedynie hipoteza.

Wysokość Otrytu waha się między 700 a 900 m. npm., a z siedmiu głównych kulminacji tylko dwie mają oficjalną nazwę: Trohaniec (dawniej zwany Otrytem) w części zachodniej i Hulskie we wschodniej. Dopiero niedawno odkryto (przypomniano) ludowe nazwy niektórych z nich: Trohaniec zwał się Wysokim Wierchem, Hulskie – Patryją (tj. miejscem, z którego daleko widać, zatem niegdyś na tym szczycie musiała być polana), z zachodniej części pasma znamy jeszcze Kobylankę, Kiczerę, Taboryszcze i Szczob, ze wschodniej – nic więcej. To ostatnie wynika głównie z tego, że Wojciech Krukar, przywracający współczesności nazwy sprzed wysiedleń, nie odnalazł dotychczas kompetentnych informatorów z wokółotryckich wsi, wysiedlonych w głąb Ukrainy. I może już nie odnajdzie – ludzi, pamiętających bieszczadzki świat sprzed II wojny światowej, z każdym rokiem jest coraz mniej.

Tak Hulskie, jak i Trohaniec są „wynalazkiem" austriackich kartogra-fów. Nazwa Trohaniec vel Truchaniec odnosiła się pierwotnie do grzbietu schodzącego w dolinę Smolnika poniżej leśniczówki Rosochate (z kulminacją 651), grunta, które należały do jakiegoś Truchana. Z kolei nazwa Hulskie po-chodzi od polan na południowych stokach Otrytu, które należały do zasańskiej wsi Hulskie. W obu przypadkach odbija się różnica po-dejścia do nazewnictwa: dla mieszkań-ców wsi istotne były pola i łąki, drogi i działki leśne, dla kartografów – wierz-chołki gór, jako punkty odniesienia triangulacji i dozory artyleryjskie (mapy topograficzne sporządzano przecież głównie dla wojska). Z drugiej strony kartografowie musieli eliminować powtarzające się nazwy – a Kiczer, Wysokich Wierchów i Patryj w Biesz-czadach nie brakowało.

Trohańcem nazwano najpierw szczyt 889, pierwszą wyraźną kulminację od wschodu. Później nazwę przeniesiono na sąsiedni, wyższy szczyt 939, na wcze-śniejszych mapach zwany po prostu Otrytem. Powodem było zapewne rów-noległe odniesienie nazwy Otryt do całego pasma. Dlaczego jednak nigdy nie nazwano szczytu 894 (bezpośrednio górującego nad Chatą)? I czy lud biesz-czadzki miał dlań jakąś nazwę? Pierw-szego nigdy się nie dowiemy, drugiego – może jeszcze tak. Na razie więc nasza otrycka Góra pozostaje bezimienna. Może więc zgodzimy się, że takie jest właśnie jej imię?

Prawie nie znamy lokalnych nazw obiektów topograficznych, położonych między Sanem a Górą. Na mapie W. Krukara (Bieszczady. Mapa dla wytraw-nego turysty) znajdujemy Krywulę (po-tok, dolną częścią którego biegnie droga od Dwernika), Banisystwo (grzbiet mię-dzy Potokami a ścieżką od Dwernika) i Doszczanki (stok, schodzący na wschód od Góry w dolinę Krywuli). Nieco więcej nazw zarejestrowano bliżej Chmiela, z północnego stoku Otrytu nie znamy ani jednej.

Nasi poprzednicy

Otryt z dawien dawna porosły był lasem. Jest za niski, by mógł tu powstać górski step, zwany w Bieszczadach połoninami. Polany, także te otryckie, powstały w wyniku działalności czło-wieka, najpierw chyba wypasu, potem wyrębu. Bardzo późno – i tylko na naszych polanach – ludzie osiedli na stałe.

Osiedla otryckie: najniżej położone Potoki, Otryt Dolny (Niżny) i Górny (Wyżny) powstały prawdopodobnie pod koniec XIX w. Musiało się to wiązać z przeludnieniem Chmiela, bo do niego należały grunty tej części Otrytu. W latach trzydziestych wszystkie trzy osiedla (przysiółki) liczyły osiem (wg innych danych dwanaście) gospodarstw, w tym Otryt Górny – dwa. Jak można sądzić z mapy topogra-ficznej z 1937 r. oba leżały na sztucznym wypłaszczeniu, przy końcu którego stoi dziś lektorium. Niżej położone z nich prawdopodobnie miało dwie studnie, z których jedna zachowała się, zostało zajęte przez sowieckie służby graniczne na posteru-nek. Zachowany do dziś spory, zdziczały sad poniżej wiaty zasadzono zapewne dopiero po wojnie, nie wydaje się bowiem, by mógł powstać tak daleko od domostw.

Po wysiedleniu przez władze sowiec-kie nadsańskiej części Chmiela część jej mieszkańców przeniosła się do przysiółków; sądzę, że głównie na Potoki, bo przenoszenie aż pod grzbiet Otrytu rozebranych chałup byłoby nadmiernie uciążliwe (choć wykonalne). I tu jednak powstało wówczas kilka nowych chałup, bo przy różnych pracach, prowadzonych wokół Chaty zidentyfikowano relikty co najmniej pięciu domostw. Być może te „do-stawki" stanęły wzdłuż linii od wiaty ku Arturówce, tam, gdzie przez jakiś czas były otryckie warzywniki (przy ich urzą-dzaniu znaleziono relikty chałup), może którąś postawiono w dolnej części pola-ny „widokowej" albo w okolicy dzisiej-szego pola biwakowego. Rekonstrukcję planu dawnego przysiółka utrudnia fakt, że otryckie domostwa nie zostały spalo-ne, lecz rozebrane łącznie z kominami, więc ziemia zachowała niewiele śladów.

Sowieckie wojska pograniczne urządziły w domostwie, położonym na miejscu obecnego lektorium, posterunek obserwacyjny. Ponad pół wieku temu był z tego miejsca znakomity widok w dolinę Sanu (dziś też jest wspaniały, ale głównie nad doliną). Podciągnięto tu linie telefo-niczną z Lutowisk, założono też lokalny wodociąg (w reliktach fundamentów znalazł się kran oraz izolator telefonicz-ny). O tym, że linia prowadziła do Lu-towisk świadczy izolator, wbity w jedno z drzew przy ścieżce grzbietowej na wschód od Chaty. „Objawił się" przed kilku laty, gdy drzewo umarło. Korony żywych drzew kryją zapewne dalsze.

W 1951 r. część Bieszczadów na pół-noc od Sanu wróciła do Polski. Zgodnie z warunkami umowy, władze sowieckie wysiedliły ludność, pozostawiając nienaruszoną zabudowę. Był to koniec osiedli otryckich. Bieszczady były wyludnione: w 1931 r. w Chmielu mieszkały 533 osoby (w 1950 – już tylko ok. 370), w Dwerniku i Dwerniczku – 802; w 1960 r. Chmiel liczył zaledwie 36 mieszkańców, a Dwernik 130. Utrzymywanie odosobnionych osiedli z dala od bitych dróg było więc bezsensowne. W latach sześćdziesiątych otrycka zabudowa została rozebrana przez mieszkańców Dwernika (Potoków – zapewne przez chmielan). Pod koniec lat sześćdziesiątych nadleśnictwo „zadekretowało" tu pole biwakowe, wznosząc też wiatę, która stała się oparciem dla budowniczych Chaty, a runęła w latach dziewięćdziesiątych.

Otryckie wojny

Pierwsza wojna światowa objęła także Bieszczady, choć dla obu stron był to drugorzędny teren działań. We wrześniu 1914 r. Rosjanie dość łatwo zepchnęli słabe oddziały austriackie ze wschodnich Bieszczadów, zajmując Turkę i Ustrzyki Dolne, dalej jednak nie poszli, wkrótce szybko cofając się na północny wschód. W tym czasie głów-nym ich celem był Kraków, nie Węgry, jak podczas kampanii zimowej. Na początku listopada wojska rosyjskie po krótkich walkach zepchnęły Austriaków na linię Cisna – Przełęcz Użocka. Wkrótce potem wojska cesarskie odzy-skały Połoniny, by pod koniec stycznia podjąć przeciwuderzenie na większą skalę. Jednak przez cały czas był to drugorzędny kierunek działań: na przełamanie linii Karpat liczono gdzie indziej.

Około 20 stycznia 1915 r. Austriacy rozbili na polach nad Lutowiskami kawalerię chana Nachiczewańskiego. W tym samym czasie zepchnęli Rosjan z Otrytu, zapewne słabo bronionego. Jednak stroną ofensywną na całym froncie wciąż byli Rosjanie, więc natarcie wstrzymano i podjęto budowę pozycji obronnych na Otrycie, których pozostałości są widoczne po dziś dzień. Prace te trwały krótko – już 7 lutego Rosjanie przeszli do natarcia, spychając oddziały węgierskie z Otrytu na linię Stoły – Zatwarnica – Stuposiany. Dwa miesiące później, po kolejnej ofensywie Rosjan, wojska cesarskie nie utrzymały się nawet na paśmie granicznym. Jednak w maju, po klęsce w bitwie gorlickiej, Rosjanie oddali Bieszczady bez walki. Front cofnął się daleko na wschód i tam już pozostał do końca wojny.

Podczas wojny polsko-ukraińskiej 1918-1919 r. w rejonie Ustrzyk Dolnych doszło do paru potyczek, a Lutowiska były lokalnym centrum państwa ukraiń-skiego. W maju 1919 r. oddział ukraiń-ski, formowany w Bieszczadach, wycofał się do Czechosłowacji, nawet nie naciskany przez Wojsko Polskie.

II wojna światowa w zasadzie omi-nęła Otryt. Nie było tu działań wo-jennych we Wrześniu, w 1941 r. mogło dojść najwyżej do starć patroli. W 1944 r. po przejściu Rumunii na stronę aliantów planowany przez sowieckie dowództwo zmasowany szturm Karpat stał się niepotrzebny, a węgierską Linię Arpada, mającą je zatrzymać, rozbu-dowywano głównie w paśmie gra-nicznym. Z dostępnych opracowań nic nie wiadomo o pozycjach obronnych na Otrycie. Także w terenie nie widzimy ich śladów, inaczej, niż tych z Wielkiej Wojny.

19 września 1944 r. Armia Czerwona zdobyła Rajskie i Bukowiec, następnego dnia stoczyła bój pod Ostrem, a 22 zdobyła Magurę Łomniańską. Po jej upadku siły niemiecko-węgierskie podjęły w Bieszczadach generalny odwrót. 24 września wojska sowieckie zajęły Lutowiska i Dwernik, przeszły Otryt, San i Połoniny, by następnego dnia zająć m.in. Wetlinę i Caryńskie. Był to więc pościg, a nie natarcie, tym bar-dziej, że nie posuwano się osiami dróg, a szerokim frontem przez góry i doliny.

O walkach z UPA w tym rejonie nie wiemy prawie nic, oprócz tego, że 2 sierpnia 1945 r. silny jej oddział stoczył pod Skorodnem zwycięski bój z NKWD, potem zaś przez San i polskie Bieszczady przeszedł na Słowację; którędy powrócił na Ukrainę – nie wiemy.

Nasz krzyż

Z licznych zgromadzonych w pierwszej Chacie pamiątek po dawnych Bieszczadach nie ocalało prawie nic: część przepadła w ogniu, część roz-kradziono (także znacznie wcześniej – jeszcze w latach osiemdziesiątych prze-padła unikalna podkowa dla wołu). Tym cenniejszy jest otrycki krzyż, umieszczony w 1982 r. tak, by witał i żegnał wszystkich: przy mostku na ścieżce od Chmiela, podówczas głównej drodze do Chaty.

Jest to żeliwny krzyż cmentarny z przełomu wieków, odlany z typowej formy gdzieś na zachodzie Galicji, czy może w Czechach. Wysoki, z postacią Chrystusa w górnej części, ażurowym trzonem i postacią Maryi z Dzieciąt-kiem, stojącej na półksiężycu, u pod-stawy. Stanął nad czyimś grobie na cmentarzu w Smolniku, potem, powa-lony jak inne, został podniesiony i przeniesiony pod Chatę, by – jak głosi fama – uczcić jej gospodarzy, wygna-nych z Góry przez stan wojenny. W ten sposób ocalał – większość pozostałych sprzedano na złom.

Dziś dolna część krzyża jest niewi-doczna. Gdzieś w latach dziewięćdziesiątych krzyż zaczął wrastać w drzewo, najwidoczniej przez kogoś rozmyślnie skaleczone. Nie wiem, czy jest sposób, by sprawdzić, czy dolna część krzyża nie została wówczas odłamana i skradziona, czy też bez śladu wrosła w drzewo. Dziś na pewno jest złamany – wzrost drzewa wyraźnie przekrzywił górną część krzyża.

Krzyż ten ma szczególną cechę. Pro-porczyk z cyrylickimi literami ІНЦІ nie jest odlany wraz z nim, lecz przynitowa-ny tak, by przesłonił tabliczkę z łaciń-skim napisem INRI. Proporczyk ten jest też odlany w wyraźnie podlejszego żeliwa. Ani ja, ani nikt z badaczy dziejów Bieszczadów, których o to pytałem, nie zetknął się z drugim podobnym przy-kładem – nie wydaje się jednak, by mógł to być jedyny taki krzyż.

Tadeusz A. Olszański
Marzec 2007



Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011