Wstępniak

Wstępniak

Ten fachowy tytuł nie oznacza iż Biuletyn Otrycki stanie się czymś bardziej podobnym do profesjonalnych pism, niż był dotąd. Chciałam chyba dodać sobie odwagi i powagi. Nie czuję się jeszcze w roli redaktora. /Naczelnego zresztą/.

Na wstępie żegnamy Marka jako redaktora B.O. oraz dziękuję Mu za wszystko, co dla Biuletynu zrobił. Dziękuję!!!

Chciałabym nie zawieść Waszych, mili Otrytczycy, nadziei pokładanych w każdym redaktorze naszego pisma. Tak sobie myślę, że dobrze byłoby, gdyby za mojej kadencji Biuletyn Otrycki był co najwyżej troszkę tylko gorszy od dotychczasowych numerów. Mam tremę, lecz tuszę, iż spotkam się z pomocą byłych, aktualnych i potencjalnych przyszłych autorów. Wierzę też w Prezesa K.O. - nie zostawisz mnie Marku tak zupełnie sam na sam z Biuletynem, prawda?

Daleka jestem od obiecywania czegokolwiek, gdyż i tak w naszej rzeczywistości coraz częściej sprawdza się powiedzenie o obiecankach-cacankach, głupim i jego radości. Nie chcę także rzucać się w ryzykowne przedsięwzięcia typu: całkowita zmiana ugruntowanego już, bądź co bądź, emploi Biuletynu, czy zmiana np. szaty graficznej. Wbrew zapowiedziom-żartobliwkom nie utworzę kącika złamanych serc i przeglądu mody oraz porad seksualnych. Tyle o tym, czego nie będzie, a teraz...

W tym numerze pragnę Wam podsunąć do lektury refleksyjne wspomnienie Wojtka Jóźwiaka, głównie o mamutach, lecz nie tylko. Andrzej Pawlik przedstawia bardziej eseistycznie niż sprawozdawczo obóz sylwestrowy, któremu kierowniczył. Postarałam się też o obraz tego obozu z innych acz - niewątpliwie urokliwych, bo Malinowych. Wyżej wspomniany już z imienia i nazwiska A.P. popełnił także bardzo ciepły tekst o Kimś Bardzo Ciepłym. Tak trzymaj Andrzeju - łamy B.O. są otwarte. Jurek Łoziński wykorzystał swą bliską, niekonwencjonalną i uczuciową znajomość ze mną i chciał ujrzeć swe nazwisko drukiem, więc dostarczył mini-sprawozdanko ze swego oboziku /dawnego, bo listopadowego/ na Otrycie.

Pomiędzy tekstami zatrzymajcie się nad drobniejszymi formami: wierszami T.A. Olszańskiego, Andrzeja Wiórki. Zamieszczam też z wielką radością wiersz Marka Grancowskiego. Wiersz jest inspirowany pobytem w Chacie. Marek przyjechał na Otryt z ekipą, gdańszczan. W tej chwili mieszka i pracuje w Błazowej /uczy w szkole/. Dziękuję Ci, Marku za ten pięknie błyszczący okruch poezji.

Ośmielę się teraz zwrócić do wszystkich tzw. starych Otrytczyków o pomoc. Otryt, chata, okolice obrośnięte są legendami, mitami, gawędziarskimi opowieściami. Z biegiem lat opowieści te lśnią większą gamą kolorów, niż na początku, coś się doda, wesprze się ułomną pamięć epizodami niebyłymi. To jest samo życie i przypuszczam, że inaczej być nie może. Nie zamierzam w B.O. drukować "Prawdziwej historii Otrytu" w odcinkach zgodnej z chronologią zdarzeń, bogatej w faktograficzne dane. Pragnę zrobić coś innego. Kusi mnie cykl o wydarzeniach anegdotycznych, satyrycznych, krzywozwierciadlanych. Proszę, abyście pozwolili mi wykorzystać Waszą pamięć. Proszę Was o takie śmieszne wspominki.

Chciałabym publikować je w kąciku anegdot, który stałby sio integralną częścią Biuletynu. Budowniczowie Chaty, starsi stażem Otrytczycy - uśmiechnijcie się do dawnych zdarzeń i pozwólcie nam także się z nich pośmiać razem z Wami, Czekam na odzew!

I tyle ode mnie Bogna W. /red. nacz. B.O./



Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011