Obóz sylwestrowy

Obóz sylwestrowy

Gdy 27 wieczorem zjawiliśmy się sześcioosobową ekipą w Chacie zastaliśmy widok mało zachęcający. Było pusto, ciemno i zimno. Nic w tym niby dziwnego - zdarzało mi się przyjeżdżać do pustej Chaty. Tym razem jednak istniało tam kilka osób /wśród których niestety nie było Waldka/ siedzących zazwyczaj w służbówce. Oprócz nich istniał także tzw. syf - tak w kominkowej, jak i gdzie indziej - nie istniało natomiast drewno, woda i inne tym podobna przedmioty zbytku.

Szczególnie przykry widok przedstawiała kuchnia, w której poza symboliczną ilością kubków nie było chyba nic czystego. Nie chcę tu roztrząsać problematów winy i odpowiedzialności - zauważę tylko, ze byłem przyzwyczajony do nieco innego funkcjonowania Chaty.

Nic to. Od następnego dnia wzięliśmy się do roboty /tu składam podziękowania Michałowi G./ i względnie szybko doprowadziliśmy Chatę do stanu używalności. Powoli zaczęli przyjeżdżać goście, zjawił się także Waldek. Wydaje mi się, że wszystko toczyło się swoim zwykłym torem. Wieczorami przygrywała nam świetna sześcioosobowa ekipa muzyczna z Gdańska - skrzypce, dwie a w porywach do trzech gitar, nie mówiąc już o wokalach. Zjawili się na Otrycie dzięki Jareckiemu któremu należy się za to co najmniej pochwała z wpisaniem do akt, tym niemniej warto by załatwiać takie sprawy w przyszłości w sposób bardziej "dograny", co pozwoli uniknąć drobnych, na szczęście, spięć jakie się pojawiły.

W takim stanie dotrwaliśmy do prześwietnego Sylwestra, w którym uczestniczyło ok. 30 osób. Nie było na imprezie trzech chłopców, którzy po mojej /dyskusyjnej, jak się okazało/ decyzji opuścili Chatę rano 31.XII; było za to dwóch nie do końca zaproszonych panów z pewnej instytucji o wątpliwym moralnie statusie wraz ze swoimi niewiastami /nota bene siedzieli w Chacie przez następne trzy dni, ale sprawowali się poprawnie i opuścili nas zadowoleni/, oraz dwoje gości z Dwernika - Basia i Piotr. Myślę, że ta ostatnia znajomość jest wartościowa i należałoby ją podtrzymywać.

Wypada jeszcze wspomnieć o wspaniałych potrawach na czele z pieczonym schabem i bigosem stworzonym na bazie łydki wołowej zakupionej przez Adama Baranieckiego. O północy zeszliśmy pod wiatę, gdzie przy symbolicznym ognisku powitaliśmy strzałami szampana nadchodzący rok, zaś Krzyś K. z ulgą pożegnał rok 1987 - wraz z zawartym w nim postanowieniem. Po powrocie do Chaty na szerszą skalę rozpętały się tańce, które trwając /podobno/ do białego rana zaowocowały m.in. małą demolką w postaci przewrócenia choinki. Myślę, że gdyby obecnością swoją zaszczycił nas na imprezie Filip, mógłby z czystym sumieniem stwierdzić, że "było w pytę"!

Pierwszy dzień Nowego Roku uczciliśmy spacerem Trochaniec-Dwernik-Smolnik-Trochaniec wykonanym w kilkuosobowej grupie. Kolejne dni upłynęły pod znakiem rozstań - jak to zwykle bywa Chata powoli pustoszała, aż w poniedziałek wyjechaliśmy ostatnią siedmioosobową grupą, zamykając obóz. Wydaje mi się, że pomimo pewnych zgrzytów wszyscy sylwestrowicze opuścili Chatę zadowoleni i moja ocena obozu jako udanego nie będzie odosobniona. Duża w tym na pewno zasługa pogody, która przyjęła nas tak, jakby była to wiosna a nie środek zimy. Słońce, ciepło, rozwijające się bazie - jednym słowem Wielkanoc.

Wypada tylko życzyć nam wszystkim, aby podczas obozu Wielkanocnego sytuacja się nie odwróciła.

Andrzej Pawlik



Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011