Nieobecny bliski

Nieobecny bliski - daleki ale obecny

Wybaczcie mi, proszę, ten może nazbyt patetyczny tytuł /tak zresztą jak i cały tekst/, ale jestem jeszcze pod wrażaniem listu, który czekał na mnie, gdy kilka dni temu wróciłem z Otrytu.

Nieczęsto dostaję listy - jeszcze rzadziej sprawiają mi one taką, przyjemność.

Przybyły z daleka głos należał do Andrzeja Grądzkiego - aktywnego do niedawna Klubowicza, a dziś już szczęśliwego małżonka i /prawie/ ojca rodziny. W liście pobrzmiewało to wszystko, co zawsze z Andrzejem kojarzyło: ciepło, nieco gawędziarski styl, pewna zaduma z nutą smutku. Może ta ostatnia właśnie najsilniej sprawiła, że poczułem niemal fizyczną obecność Andrzeja takiego, jakiego niedawno jeszcze często spotykałem w Warszawie i na Otrycie. Zobaczyłem Go siedzącego przy kominku i opowiadającego mi "jak to na Otrycie drzewiej bywało".

Bardzo lubiłem te rozmowy /czy raczej monologi/ i wiele mi one dały, nie tylko zresztą w sferze wiedzy, informacji. Zobaczyłem Go więc i uzmysłowiłem sobie, że jeśli taka sytuacja w ogóle się kiedyś powtórzy, to bardzo długo będę musiał na nią czekać.

To normalne, że jedni ludzie dokądś odchodzą, a na ich miejsce pojawiają się inni. Normalne - a jednak smutek...

Na pewno jest więcej takich ludzi jak Andrzej - ludzi, których /my jako Klub/ w pewien sposób utraciliśmy. Niektórzy z nich byli pewnie również bardziej od Andrzeja dla Otrytu zasłużeni. On jest jednak dla mnie osobą szczególną /jesteśmy w końcu doskonałymi wręcz rówieśnikami/ - z nim zżyłem się najbardziej i jego właśnie mi teraz w Klubie brakuje.

Pamiętajmy o takich ludziach nie tylko z okazji 15-lecia czy Walnych Zebrań. Pamiętajmy i bądźmy z nimi. Nie pozwólmy, aby pozostały po nich tylko wspomnienia.

A.P.



Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011