Eta Zaręba

JUREK DWA TYSIĘCY
ODSZEDŁ BIESZCZADNIK

18 maja 2005 roku zmarł w Bieszczadach na zawał serca Jerzy Świtalski - JUREK 2000.

Urodzony w 1939 roku w Sokalu. Wojnę przeżył na Syberii, młodość w Rzeszowie i Sosnowcu, gdzie zostawił żonę i córki. Z początkiem lat 70-tych przyjechał na stałe w Bieszczady. Mieszkał w Rajskiem, Rosochatem, Lutowiskach. Był kierowcą.

Kiedy poznałam Jurka w 1976 roku miał pokoik w Zatwarnicy i pracę w nadleśnictwie. Spychacz często jednak stał w krzakach, a Jurek...chodził swoimi drogami. A raczej nosiło go. Po połoninach, chaszczach, potokach. Dniami i nocami.

"Jakiś niespokojny duch wlazł we mnie ze nie mogę usiedzieć ani chwili można mnie spotkać w jeden dzień w kilku różnych miejscach. Jakbym wilkiem był i to wszystko co mnie otacza chciał pożreć!"

Jurek 2000W nieodłącznym kapeluszu, ( "Mam kłopoty z kapeluszem. Każdemu się podoba i chcą mi go buchnąć. Fajnie już sobie pływał w potoku, trochę zciemniał..." ) podśpiewując, wciąż gdzieś biegł. Zawsze przecież można było coś ciekawego zobaczyć, coś znaleźć: wiekową lipę, zrujnowaną cerkiew, wyjątkowy wodospad, gniazdo jarząbka, trop niedzwiedzia, łanię poszarpaną przez wilki: podpatrywać zwierzęta. "Widziałem dzisiaj ślicznego koziołka, nic się nie bał, staliśmy spokojnie i przyglądaliśmy się sobie i po chwili dopiero widocznie znudzony moją karykaturą odwrócił się i odszedł majestatycznie, pokazując mi dupę".

Żył jak chciał. Umiał patrzeć. I widzieć.

Wynajdywał sobie różne zajęcia, był niezwykle pracowity i niewiele było rzeczy, których by nie potrafił zrobić. A trzeba było urządzać kolejne domy, budować komórki i stajnie, robić siano, sadzić drzewa, hodować króliki, kury czubatki, kolejne psy, koty i konie... Nie znosił tylko narzuconej, przymusowej pracy. Zodiakalny Strzelec, trudny we współżyciu za to bardzo towarzyski, zawsze gotów do pomocy, przyjaźnił się ze wszystkimi. Przez jego otwarty (dosłownie) dom przewijali się różnej maści bieszczadnicy, drwale, wozacy, leśnicy, ale też koniarze, turyści, żeglarze, filmowcy, artyści.

Z czasem dom stał się składowiskiem mniej lub bardziej dziwnych przedmiotów od zębów mamuta, przez wszelakie końskie akcesoria i zwierzęce czaszki po stare żelastwo. Wszystko mogło się przydać. Jurek pochłaniał książki i poezję, pisał piękne listy, robił zdjęcia. Miał wyobraznię, fantazję i niezwykłą wrażliwość na przyrodę.

"Nie poszedłem na drugą stronę połonin było za pięknie by zejść na dół. Byłem pod Smerekiem mgła jak cholera, gdy wyszedłem wyżej śliczne słońce, w dole dywan mgły kłębiącej się ,nie zabrałem aparatu trudno i w sekundzie zmiana nagły poświst wiatru ciemno i zaczął padać śnieg, zabluzniłem z cicha miałem już schodzić do Wetliny, uciszyło się słońce znów się pokazało, zaryzykowałem i poszedłem wzdłuż Wetlińskiej, na siodle pod Wetlińską rozpaliłem ognisko. Jak było fajnie w słońcu i przy ogniu. Tylko jeszcze brakowało kruków. Ale te jodły i świerki pod czapami śniegu iskrzące tysiącami świateł, zapierało dech w piersi ,a światło to nie dawało spojrzeć na siebie dłużej tyle tylko jak mgnienie oka, ból przejmował do szpiku kości."

Bieszczadzkie przekleństwa w wykonaniu Jurka brzmiały jak komplementy .Pod spodem była serdeczność i delikatność. Pił często ponad miarę i nie zawsze było to picie radosne, ale zawsze "grzeczne". W niezapomnianej knajpie w Dwerniku, "Pod Żubrem" w Lutowiskach, u "Żyda" na Chrewcie i w niezliczonych bieszczadzkich "przystaniach"...

Około 1979 roku PGR rozpoczął budowę pracowniczej przystani żeglarskiej w głęboko ukrytej zatoczce nad zalewem Solińskim. Jurek miał się przystanią opiekować. Barakowóz i ognisko, a zimą camping z elektrycznością i kawał drogi przez zaspy lub po lodzie zalewu do stajni. Po trzech latach nigdy nie ukończonej budowy hangaru musiał to miejsce opuścić.

Jurek 2000Kolejnym przystankiem było SKORODNE. Nieużywany OZ ( z którego nie zdążyli skorzystać więźniowie). Kilkanaście zakratowanych komnat, po których hulał wiatr. I tu też nie było szans zostać na dłużej.

To w CHREWCIE zdarzyła się Jurkowi przygoda z żeglarstwem i zaczęła wielka przygoda z końmi. Kara Magda i myszata hucułka Inka, nierozłączne i wiecznie gdzieś wędrujące były radością i utrapieniem.

"Uwiązałem Inkę w południe na łące, Magda nie odejdzie przychodzę na wieczór krew mnie zalała łańcuch urwany, koni nie widać.. Powiedziałem wio i hajda na Olchowiec na przemian ziajam i wołam ani słychu ani widu obleciałem wszędzie, nie ma. Idę ja do stajni by zrobić im żarcie gdyby czasem przyszły w nocy patrzę a one stoją sobie jak by ich kto przywiązał ,opychają sianko .Jak wszedłem cicho zarżały jak by wiedziały ze należy uszanować ciszę wieczorną i obróciły się łbami do mnie i coś tam chciały mi powiedzieć a ja z tej radości skląłem je i szybciutko zrobiłem obrok i za chwilę było tylko słychać mlaskanie..."

Potem była Roślinka, Myszka, Maciek. Rajdy po Bieszczadach i podróż konno do Jeleniej Góry i z powrotem. Kresowy Klub Jeździecki i plany podróży dookoła Polski.

Najdłuższy, dwudziestoletni etap to BIAŁA STAJNIA pod Otrytem. Pozory stabilizacji, żona, ukochany synek. Jednak wszystkie te Jurkowe domostwa, mimo niepowtarzalnego klimatu sprawiały wrażenie tymczasowości bo żadne nie było tym własnym, wymarzonym domem.

Wreszcie etap ostatni - pokój w hotelowym baraku w Smolniku, gdzie Jurek bardzo już schorowany i bardzo samotny czuł się jak wilk w klatce.

"Niewielu nas zostało a resztę zabierze czas..."

Żegnaj Jureczku.

Eta Zaręba
(Autorka albumu fotograficznego BIESZCZADY)
czerwiec 2005




Komentarze   

 
#1 igor 2005-07-15 12:41
Eta, pozdrawiam.Koni e Jurka z Chrewtu pamiętam aż za dobrze.. Woziłem dla nich siano w workach łódką przez zatokę.. Jad e z moim synkiem w sierpniu w Bieszczady. Nie mam pojęcia czy uda mi się zaszczepić w nim miłość do Bieszczad i Beskidu. ..Nie umiem tak opwiadać jak Jurek 2000-ce, i jeszcze kilku których pożegnaliśmy..
 
 
#2 igor 2005-11-28 16:46
tekst czytałem - album oglądałem - na Otrycie byłem wiele razy - Chatkę mijałem bom na Serednie pomykał albo w jakimś innym kierunku. Tekst świetny bo prawdziwy . Także album, który łapie prawdę i owo "coś"...Proszę o kontakt szaraniec1@op.pl - mam sprawę. asz
 
 
#3 igor 2006-01-18 09:46
Byłem w Chatce w sierpniu 1982 roku. Spotkałem na szlaku od Dwernika motocyklistę w kasku.Wskazał drogę jak dojść do Chaty. Potem na górze ten sam człowiek nas powitał. Nie poznaliśmy go, że to ten sam., Przedstawił się jako Bartek Niepokorny. Ludzie bęący w tym czasie w Chacie byli z nim bardzo zaprzyjaźnieni. Opowiedział o swoim bieszczadzkim życiu. Miał bogaty życiorys. Pisał teksty literackie publikowane w czasopiśmie, którego nazwy nie pamietam. Przezwisko otrzymał za przeciwstawiani e się polonizacji nazw bieszczadzkich wiosek, która to akcja miała miejsce za czasów Gierka i Jaroszewicza. Więcej się nie spotkaliśmy. W chacie też od tego czasu nie byłem ale śledziłem jej dalsze i tragiczne losy. Nie wiedziałem, że została odbudowana, dopiero z artykułu w Polityce. Kim naprawdę Był Bartek Niepokorny tego nie wiem. Może to bohater powyższego szkicu. Pozdrawiam. Andrzej (socjolog po UJ z 1970 - 1975, obecnie w służbie pomocy społecznej).
 
 
#4 igor 2006-01-26 02:02
Umarl kolejny piekny warjat. Wiem, ze bieszczady sa pomnikiem ktory stal bedzie wiecznie na Jego grobie.
 
 
#5 igor 2006-02-19 20:52
Ciociu,pozdrawi am.
 
 
#6 igor 2006-02-19 20:54
Teraz znowu siedzą razem i palą faje.
 
 
#7 igor 2006-03-19 20:37
w pociągu, gdzieś między Warszawą, a Gdańskiem spotkałem Ciebie. Miłaś zamglone oczy, rozmawialiśmy o Nim to było dawno, oddałem Tobie prawosławny krzyżyk mojej babci. To chyba byłaś Ty Eto, kiedyś znowu się spotkamy. Mamy wspólnych znajomych jak Piotrek/Marek
 
 
#8 igor 2006-03-26 15:34
bywałem u Jurka wiele razy, to był wspaniały człowiek z wielkim duchem, miał w oczach prawdę życia i kochał wolność, tak jak on tak i jego kochały wszystkie stworzenia lasu wilki i niedzwiedzie też, chata Jurka miała i pewnie nadal ma niezaponmiany klimat czuć w niej wielką siłę i naprawdę mozna było tam nabrać energii a niekiedy wyleczyć swojego ducha, po wielu długich wieczorach czy to w zimie w sali komikowej czy w lecie przy ognisku obok którego stał barek zrobiony z pnia drzewca dużego z otwieranymi drzwiczkami i w niezapomnianym klimacie toczyły sie pogaduszki a człowiek chciał aby chwila trwała wiecznie. Jurek był jednym z nielicznych ludzi którzy znali prawdę życia tak ważną a niekiedy nigdy nie zaznaną przez wielu, ON ZAWSZE BĘDZIE W NASZYCH SERCACH, pozdrawiam wszystkich ludzi z bieszczadów i oczywiście Leszka Kamińskiego mojego przyjaciela, Marka i Olkę Orłowskich, Jana i Marie Trzeciaków ze schroniska na jaworcu i wszystkich ludzi których spotkałem w ukochanych bieszczadach. ;)PA toptop@o2.pl
 
 
#9 igor 2006-09-30 04:21
Bardzo, bardzo mi Go brakuje... Eta - sciskamy Cię mocno - Hucuł i Joanna. Odezwi j się!
 
 
#10 igor 2006-10-23 23:31
Ciekawe czy jego opuszczona żona, a szczególnie córki, też uważają go za tak fascynującą osobę.
 
 
#11 Żaneta 2011-05-02 21:51
"Dziadzio Las" tak mówilam jak bylam malą dziewczynką, uwielbialam tego starego czlowieka z brodą w jego ukochanym czarnym kapeluszu, do którego przyczepil zęby jeleni:) (zostal w nim pochowany) Byl wolnym Strzelcem, kochal swoją rodzinę i Bieszczady - wolny w swojej samotni... Mialam cztery miesiące jak pierwszy raz jeździlam z dziadziusiem konno na Magdzie i tak zaczęla sie moja wielka milość do koni i wolności. Dużo wspomneń i niezapomnianych chwil.
Dziękuje wszystkim, którzy pamięją Jurka 2000 - dzięki takim ludziom tworzą się legendy i wspanialy klimat, o takim czlowieku się nie zapomina.
Ps. Eta jeśli to czytasz jesteś żywą legendą, znam Cię tylko ze zdjęć ale pamietam o tobie, a twoja grafika "domek na kurzej lapce" wisi u mnie na ścianie, który podarowalaś mojej mamie Gosi i Eli:)
 
 
#12 Żaneta 2011-05-02 22:12
dla ciekawskich polecam obejrzenie filmiku:)
http://www.youtube.com/watch?v=p4g3H_ko28w
 
 
#13 AndrzejM 2011-09-07 16:15
Lata długie, od 1979, zwlekałem z ponownym wypadem w Bieszczady. Dziś, mimo zauważalnej w Wawie, przebudowy układów barycznych, zacząłem cosik z auta wyjmować i wspólnie z Majką, cosik bardziej przydatnego ku "wyrypie" do zapakowania szykować. Zajrzałem, tak sobie, pod hasło "Ch.S." w Go-lach by zmianom w czasie i przestrzeni się przyjrzeć, a tu proszę; piękna i co najważniejsze funkcjonalna stronka, zwartość organizacyjną "socjologów" potwierdzająca. Bóg da, a gospodarz litość okaże czy nawet zrozumienie, "na partyzanta" wbijemy, mając na odwodzie wóz zadaszony. Jak widzę, jednego już Bóg nie da; przypadkowego, jak miałem nadzieję, spotkania z Jurkiem Dwatysięcy, z którym tę zaległość mam, że podczas Jego eskapady na przeciwległy skraj polskich gór spotkać nam się nie udało. Udało się jeno kurz z Jego dróg z zada Roślinki wyklepać. Ona sama niedługo luksusów "zachodu" polizała, jakoż tężec okrutny, mimo wysiłków Eli, Grzesia i p Weterynarzy zmógł ją "na śmierć". Później Ela z Grzesiem dom sprzedali, a mnie wciąż dane było odwiedzać te kąty gdyż los tak sprawił, że moje dzieci w nim dorastały. Teraz nawet te puste kąty to historia jeno. Może czas "do źródeł" się udać?; powietrza onego i widoków zaczerpnąć...a spotkanie z Jurkiem na Połoniny Niebieskie przenieść.
 

Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011