Jurek "Dwa Tysiące"

Mariusz Twardowski

JUREK DWA TYSIĘCE

Długo nie docierało do mojej świadomości takie pojęcie jak PRZEMIJANIE. Kiedyś Klicho zmusił mnie do przeczytania pracy Ingardena o relacjach między postawa życiową człowieka a jego odczuciami związanymi z upływem czasu. Chyba całe lata przeżyłem lekceważąc kartki z kalendarzy, fetę związane z "nowym wiekiem" Upływający czas nie stresował mnie i nadal mam poczucie zrównoważonego bilansu jaki odczuwam, kiedy pewne sprawy odchodzą w przeszłość a zdobyta wiedza i poczucie zrozumienia tego, co się wokół nas dzieje pozwalają zachować wewnętrzny spokój.

Świeżość wspomnień, pamięć barw i zapachów pozwalała ciągle zdumiewać się, kiedy ktoś z Was, ze śmiechem przerywał rozmowę wołając: komisarz to było 10 lat temu!... Było? Dlaczego coś było? Przecież pamiętamy, a często nosimy bagaż pamięci innych osób. Nie powinniśmy dzielić wspomnień na złe i dobre Wszystko co się wydarzyło w życiu każdego z nas budowało i buduje nasze Ja.

Sądzę, że wielu z nas spotkało na "drodze życia" kogoś, kto wywarł swoją osobowością wrażenie, piętno, przekazał system wartości czy nawet pokierował na długie lata życiem innego człowieka. Często wracamy pamięcią do zdarzeń związanych z tą osobą, mając poczucie wdzięczności za pokazanie innego świata, za wzruszenia, jakie pamiętać będziemy do kresu.

Odejście Jurka Dwa Tysięce (18 maja 2005 r.) jest dla mnie jakimś szokiem, traumą... Młodszemu pokoleniu Otrytczyków spróbuję w Chacie opowiedzieć o Nim, przedstawić postać bieszczadnika, który znalazł już nieśmiertelność literaturze o Bieszczadach i jako bohater filmów.

Nauczył mnie wielu rzeczy o lesie, umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach, obsługi i budowy broni, polowania. Miał ogromną wiedzę i szacunek dla przyrody. Być może wyniósł te cechy z Syberii? ( nie dokończył mi przed laty tej opowieści. ) Cieszył się przez dziesiątki lat szacunkiem ludzi, niezależnie jak długo przebywali w Bieszczadach. Za swoją niezależność, poczucie wolności przeżył bardzo przykre chwile nękany przez milicję i SB. Szacunek, którym go darzono, nie miał tutaj żadnej proporcji do jego statusu ekonomicznego. Był prawdziwym osadnikiem, Bieszczadnikiem do końca. Myślę, że dołączył do Jędrusia Połoniny, Radosa Króla Gór, wielu fantastycznych ludzi, których odejście faktycznie zakończyło erę "romantycznych Bieszczadów".

***

W roku 1976 siedziałem z Rekinem, Swinią, Norbertem Wasilewskim na bazie studenckiej pod Dwernikiem Kamieniem. Baza była opanowana przez bieszczadzkich turystów i włóczęgów (studenci nie wytrzymywali imprezy nieustającej ). Świnia zaprosił na urodziny również Jurka Dwa Tysięce. Przyszedł przez przełęczkę, z córką i dwoma wilkami, które prowadziły go od Zatwarnicy aż do krawędzi lasu nad Nasicznym. Nie miał dobrego humoru i ściągając kapelusz poprosił mnie o coś do picia. Biegiem przyniosłem duży kubek kompotu jagodowego, stałej "zapijki" bazowej. Popatrzył na mnie i wycedził przez zęby: ty, Komisarz, ty dopiero uczysz się Bieszczadów, ale żeby próbować mnie otruć... krucy... lepiej siądź dalej!

Rekin już rozlewał spirytus- wyciągnąłem rękę po swoją kolejkę i Jurek wrzasnął - "nie dawajcie mu gorzałki, bo jeszcze coś wymyśli gorszego!"

Strasznie chciałem zrehabilitować się tego wieczoru i wpadłem na świetny moim zdaniem pomysł. Przypadała tego dnia moja kolej opieki nad "magazynem" żywnościowo - napojowym. Wcześniej zebrałem wyrazy uznania za zdobycie w masarni w Ustrzykach 6 kg kiełbasy. Tylko starzy turyści rozumieją, co to był za wyczyn... Takie rzeczy uzyskiwało się na "kwit" wystawiany przez Naczelnika Gminy. Towar polityczny! Postanowiłem uszlachetnić posiadany alkohol. Z Warszawy przywiozłem podarowaną mi buteleczkę ekstraktu "Trojanka Litewska" - to była wtedy nowość... Oczywiście nie czytałem ozdobnej karteczki z przepisem stosowania. Rozlałem wszystko do półlitrówek spirytusu. Złapały taki ładny seledynowy kolorek. Wyniosłem flaszki do potoku i oczekiwałem na imprezę.

Przy ognisku siadło paru ludzi miejscowych: Jurek, słynny Witek Gontaszewski specjalista od demolek DT-em, Teodor Tucki, goście z Połoniny Wetlińskiej, leśnik Flak i całe grono rezydentów schronisk i baz. Przyszła kolej na "wódeczke". Kieliszek obszedł parę osób i doszedł do Jurka. Wypił, zamarł. Nie strząsnął stopki spojrzał na tych co pili i zapytał: "czemu to czuć sianem?!" Świnia wyrwał flaszkę powąchał, popatrzył pod światło. Komisarz???

Na to ja, - chłopaki, to jest słynna "trojaka"!.. Następnie Jurek zapytał "masz inna flaszkę?" Przyniosłem. Rekin pobiegł sprawdzić pozostałe. "Zabijcie go!" zawył Dwa Tysięce, ale ja już gnałem na oślep na dół do Nasicznego. Żona Flaka dwa dni ukrywała mnie w stodółce... Trudne były moje kontakty z Jurkiem przez cały ten sezon. Uratowało mnie ściągnięcie dwóch skórzanych fartuchów hutniczych, z których Jurek uszył sobie długie buty.

W roku 1978 za namowa Jurusia S. zdałem na socjologię. W Bieszczadach zatrzymałem się u Jurka, który zamieszkiwał w Zatwarnicy. Rezydowali u niego chłopaki z Cuntry Family, co pozwalało na spokojne picie z "zagrychą" bo po każdym występie po hotelach robotniczych była kasa i wódeczka. (ja nie śpiewałem, Iza Jastrzębska nie doceniała mojego zapału) Podczas kolejnej imprezki Jurek zapytał mnie: "Komisarz, a co ty teraz porabiasz?" "Zdałem na socjologię!" - dumnie się napuszyłem. Zrobiła się cisza. Dwa Tysięce pokiwał głowa, pomruczał coś o Heniu K. "A wiesz co to jest socjologia?? Sranie w banie!" I przypijając do Słomy dodał z żalem: "A tak się dobrze zapowiadał!!!"

Mariusz Twardowski
KOMISARZ
29 maja 2005



Komentarze   

 
#1 igor 2005-06-01 22:07
Dzięki Komisarzu ze ten tekst.
 
 
#2 igor 2005-06-16 18:23
Komisarz,w niedziele 19 czerwca w Lutowiskach o 11 jest msza za Jurka.Prawie nikt nie dotarl na pogrzeb w Rzeszowie,jest okazja zeby sie spotkac! przyslij mi swoj adres! eta
 
 
#3 igor 2005-10-27 18:34
Komisarz a jak to było jak się poznaliśmy . Zobaczyłem Cię z wielkim nożem u boku . Czy pamiętasz który to był rok ? Ach jak było pięknie i naiwnie .
 
 
#4 igor 2005-12-02 17:20
Eta szukam kontaktu...miał em troche problemów ale wracam do siebie.ODEZWIJ SIĘ 22 668 65 10 lub 602 13 00 05 Wejdż w którys kontaktów na stronie otryckiej
 

Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011