Raport z Otrytu

Komisarz i zaskroniecDwa pobyty, w sierpniu i wrześniu uspokoiły mnie. No, dokładnie. Kierownik jest. I pasuje do miejsca. Jak Rada ocenia - nie wiem, ale w TV wypada dobrze. Młodzi otrytczycy przeżyli pierwsze zachwyty Chatą i ilość urazów chirurgicznych uległa zmniejszeniu. Ba, włączyli się w prace użyteczne pro Otryt bono... Mają koncepcję „bycia". Bałem się, że po Grotku odważnych do pracy na dachu nie będzie. Julo nielot, jak Sowa i Wera. Kajo tylko tam gdzie rower podjedzie... ;-) A Chata pomalowana jak bojkowskie chyże! Don zrobił pancerne drzwi - i bezpiecznie, kameralnie się zrobiło. Zawsze teraz zapukać wypada... W personaliach ruchy nieznaczne, acz pozytywne. Słynny obóz OONO wprawdzie nieliczny - merytorycznie był przeciekawy. No i Balti zrozumiał w końcu swoje ograniczenia. Podobnie jak na „Baranie" kolega Biniek. Ku chwale trwałości Chaty, podjęli słuszne decyzje samo-alienacji. Cześć im!

Parę nowych twarzy pojawiło się, ludzi ciekawych, zobowiązujących się do bywania. I nawet z imperatywem wewnętrznym sprzątania w kuchni. Bo pilchy rozrabiają. Ponad normę. Plotka głosi, iż mają przyzwolenie Kierownika Chaty. „Krzyś od Misia" toleruje nawet wyżeranie przez nie cukru. Jenot łazi o świcie, dopija z pozostawionych butelek nalewki. Sowy wróciły, siadaja wokół Chaty - znak, że repertuar muzyczny ( i głosy śpiewających ) odpowiadają im. Poczucie wspólnoty z przyrodą zaowocowało we wrześniu podarowaniem jelenia wilkom... Don, oczywiście! Lucyna miała mieszane uczucia co do estetyki odżywiania się watahy. Ale sztućców nie odważyła się podać. San ledwo ciecze od sierpnia, co Globusowi i Igorowi umożliwiało kąpiel i drzemkę w ciepłej wodzie. Piwo się niestety nie schładza! Krzysiaczek też, przed swoim świętem wykąpał się. Faktycznie, wody w ujęciach zabrakło, bo susza niemiłosierna. Mycie „cytrynówką" nieskuteczne, osy się zbyt interesowały otrytczykami. Jacek D. pomógł i wwieziono dwie cysterny wody. Łańcuszek podających kubełki, radością dla oczu! Unitis viribus! Kometa coś ostatnio znikała z młodym otrytczykiem, trzymając go za rękę, wyprowadzała w głuszę – jakieś indoktrynacje, albo co?

Dużo spokojnych fotek, dowodów na spokojną atmosferę. Kończące sezon wycieczki były dalej, niż na „belkę u Doroty". Cóż, mi naszej Sowy brakowało, jak pasikonika... Może w zimie zjeżdżać z dachu przybędzie?!

„Baran" zjadliwy. O „kozie" nie mogę powiedzieć, ale ANDY, na pewno tym razem ją „skruszył"...

A! Ostatnie nasze małżeństwo otryckie – też wpadło na końcówkę sezonu! Podróż poślubna - najlepsza z możliwych! No i tyle. Może jeszcze dodam „ku pamięci" uwagę:„koleżeństwo! Boczek surowy (nawet nie podwędzony), winien leżeć w chłodnym miejscu! Inaczej nabiera walorów zapachowych zbyt intensywnych"! Namęczyłem się „odświeżając", ale zjedli.

Z rzeczy przykrych... Nasz kolega Antoni C. - w bardzo złej kondycji fizycznej. Ale na alkoholowy bieszczadzki traditional way of life, nic nie poradzimy. Ku przestrodze...

Pozdrawiam - Komisarz

PS. Pilchy piją cytrynówkę! Widziałem.



Komentarze   

 
#1 Jan-Nemrod25 2011-10-11 07:30
Komisarzu! Jak na raport przystało zwięźle i celnie to wszystko ogarnąłeś.
 
 
#2 Jasio 2011-10-11 08:45
Antoniego szkoda z tego co piszesz...
 
 
#3 biniek 2011-11-09 15:54
Widzę ,że lubisz prowokować ludzi Komisarz !!!. Mam nadzieję ,następnym razem przemyślisz swoje wypowiedzi , oraz zaczniesz następne opinie od siebie !!. Cóż wcale (na szczęście) nie musimy utrzymywać jakichkolwiek kontaktów towarzyskich i osobistych - ku chwale !!!!!! - jak to określileś
 

Musisz być zalogowany by dodać komentarz.

Stowarzyszenie Klub Otrycki © 2011